niedziela, 2 lutego 2014

9.

- Nie wiem dlaczego taki jest... Współczuję Abby, bo ona naprawdę kocha go najmocniej na świecie, a on się jej tak odpłaca. - to była Emily. Czyli uważają, że ranię moją mamę ?
- Drażni mnie też to, że jest taki oschły dla Niall'a. Nie wiem czy on go czymś uraził ? - czyli miałem rację, że nikt o tym nie wie prócz mnie. Skrzywiłem się. Brzydziło mnie to, że oszukuje nie dość moją matkę to jeszcze swoich przyjaciół. 
- Wiesz... Może boli go to, że nigdy swojego biologicznego ojca nie poznał i to dlatego jest taki oschły ? 
- Racja ! Tyle, że on mówi, że żałuje, że nie poznał PRAWDZIWEGO ojca... To mnie też martwi. I do tego twierdzi, że Liam'a kocha bardziej. Dziwne, że o Brooke nie jest zazdrosny... Ale może dlatego, że jest małą dziewczynką, a syn to jednak syn. 
 Nastała cisza... Usłyszałem jak ktoś wzdycha głęboko. Zerknąłem do salonu i zauważyłem jak Emily siada Harry'emu na kolanach.
- Nic nie jesteśmy w stanie zrobić kochanie. On musi chyba jeszcze dorosnąć. Jest w tym trudnym okresie dojrzewania, więc wierzmy, że jeszcze się zmieni i pokaże jaki naprawdę jest Louis.
Na palcach ruszyłem w stronę schodów i podążyłem na górę. Nie mogłem już tego znieść. Pokaże jaki naprawdę jest Louis. Ale który Louis ? Ja czy mój ojciec ? Nie wiedziałem co zrobić... Miałem ochotę wyjść i biec w nieznane, najszybciej jak się da. Ale zrobiłem coś innego. Stanąłem przed drzwiami do pokoju i zapukałem energicznie. Po chwili otworzyła mi ciemnowłosa.
- O Louis, wchodź wchodź. - zaprosiła mnie do środka z uśmiechem lecz ja nie tego chciałem, byłem zbyt nabuzowany.
- Vicky... Mam prośbę. - zacząłem, a ta spojrzała na mnie pytająco. - Proszę, wyjdź ze mną na spacer. Tak po prostu. Bo boję się, że jak wyjdę sam to zrobię coś głupiego. 
 Zauważyłem strach w oczach dziewczyny, ciekawość, a jednocześnie zdziwienie. Lecz nie pytała o nim tylko zbiegła ze mną po schodach i ubrała buty oraz płaszcz.
- Mamo, tato idę z Lou na spacer, będziemy na kolację ! - krzyknęła, a słysząc potwierdzenie z salonu otworzyła frontowe drzwi, a ja wyszedłem tuż za nią. 
 Ruszyliśmy w prawo w stronę parku. Szliśmy szybciej niż normalne osoby na spacerze, a Vicky prawie biegła próbując dotrzymać mi kroku.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi ?! - zapytała nie potrafiąc dłużej wytrzymać, jednocześnie zdyszana i zła. Patrzyła na mnie. Czułem jej spojrzenie na sobie. 
- Po prostu mam już dość ! Mam dość ich oczekiwania na mojego ojca ! - wykrzyczałem to w końcu z siebie po czym usiadłem na krawężniku chodnika. Na ulicach było już ciemno i nie widziałem żadnych osób prócz nas. Zresztą i tak nie przejąłbym się ich opinią. 
- Nie rozumiem. O jakim oczekiwaniu Ty mówisz ? - zapytała po krótkiej chwili widocznie zdezorientowania.
- Mam dość gadaniny jak to jestem podobny do swojego ojca z wyglądu lecz z charakteru jestem "zupełnie inny niż Louis" lub "nie taki jak Louis". - dodałem, by szatynka bardziej zrozumiała co mam na myśli. Podciągnąłem kolana pod brodę i oparłem o nie czoło. Poczułem jak dziewczyna siada obok mnie.
- Co Ty mówisz. Na pewno tak nie jest. Wszyscy kochają Cię takim jaki jesteś. Nie oczekują tego samego Louisa. On jest jedynie w naszych sercach. - po każdym zdaniu dziewczyna robiła dłuższą przerwę tak jakby zastanawiała się jak wszystko ładnie dobrać w słowa. Tyle, że w tym momencie mogła mówić co tylko chciała. Ja wiedziałem jaka jest prawda.
- Vicky. Nie raz już to słyszałem, więc nie wmawiaj mi, że tak nie jest. Myślą, że jeżeli mam jego imię i jestem do niego podobny to będę taki sam jak on. Może potrafiłbym, ale tylko i wyłącznie jeżeli sam bym tego chciał. Bo wiem, że potrafię się zmienić, ale gdy wszyscy wokół patrzą na mnie miarą mojego ojca to nie chcę. Nie chcę dawać in satysfakcji, nie chcę żeby przebywając ze mną czuli, że są wśród starego Louisa. Wtedy czułbym, że nie istnieję. 
 Skończyłem swoją wypowiedź i poczułem, że po policzku spływa mi... łza ? Ja się rozkleiłem ? Kogo ja próbuję oszukać. Próbuję zgrywać twardziela i chama, a prawda jest taka, że potrzebuję czuć się kochanym. 
- Louis. - dziewczyna usiadła bokiem do mnie i dotknęła mojego ramienia. - Po prostu myślę, że Twoja mama mimo to, że ma wujka Niall'era to nie potrafi się przyzwyczaić do tego, że jej pierwszej miłości już nie ma. I dlatego próbuje go odnaleźć w Tobie, bo to Ty jesteś częścią jego. 
 Victoria zaczęła gładzić moje włosy, a ja czułem jak więcej łez spływa po moich policzkach, ale już mnie to nie obchodziło. Przy niej czułem, że mogę być... sobą. I tak, miała racje, jestem synem Abby Horan i Louisa Tomlinsona z krwi i kości i czy tego chcę czy nie to przypominam swego ojca wszystkim, tym bardziej, że bardzo za nim tęsknią. I muszę się do tego przyzwyczaić. 
- Lou. Proszę nie smuć się... - jej błagalny ton głosu sprawiał, że nie potrafiłem jej odmówić. Podniosłem głowę i spojrzałem na jej twarz. W jej piękne oczy, które wywoływały motylki w moim brzuchu. - I nie płacz. - dziewczyna widocznie zdziwiona tym co widzi położyła dłoń na moim policzku i otarła łzy, które zdążyły wypłynąć z oczu. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz od jej dotyku. Czułem, że mam gęsią skórkę, a włosy najeżyły mi się na głowie. 
Wiatr delikatnie wiał, a dodatkowo minusowa temperatura sprawiała, że czułem jak całe moje ciało traci temperaturę. Dodatkowo dłonie miałem całe sine. Poczułem, że czas się zbierać choć naprawdę nie chciałem tracić tej chwili. 
- Dziękuję. - wypowiedziałem patrząc w gwiazdy, gdy nagle dziewczyna podniosła głowę z mojego ramienia i spojrzała na mnie.
- Za co ? - tym razem to ja przeniosłem wzrok na nią i... Sam nie wiedziałem za co chcę jej podziękować. Za to, że jest teraz tutaj ze mną ? Ze to, że się przyjaźnimy ? Za to, że się w ogóle znamy ? Za to, że istnieje ? 
- Za to, że dzisiaj ze mną wyszłaś. Za to, że mogłem się komuś wygadać. Za to, że dzięki Tobie stwierdzam, że może to życie nie jest takie denne. - naprawdę to powiedziałem ? To było trochę głębsze wyznanie. Jednak Vicky się tym za bardzo nie przejęła tylko zaśmiała się uroczo. Podniosła się i podała mi rękę.
- Chodź tu geniuszu. - gdy wstałem ta przytuliła mnie do siebie z całej siły. Zszokowała mnie tym. Nie spodziewałem się tego, a co będzie dalej ? - To ja powinnam Ci podziękować. Za piątek. Gdyby to to...
- Hej hej proszę nie wracajmy do tego. - podniosłem jej brodę, a ta lekko się do mnie uśmiechnęła. - Chodźmy do domu i proszę nikomu nic nie mów o naszej rozmowie.
- No jasne. Tajemnicy dochowam zawsze. - dodała z uśmiechem i ruszyliśmy w stronę domu. 

♦♦♦

 Wybiła godzina 8, wiec zabrałem torbę na dół. Położyłem ją przy drzwiach i poszedłem do salonu gdzie znajdowała sie rodzinka Styles'ów. Gdy Vicky mnie zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko i poklepała miejsce obok siebie na kanapie. Uśmiech miała po ojcu. Oczarować mogła nim każdego chłopaka. W tym mnie chyba najbardziej. 
- Co robicie ? - zapytałem patrząc wokół siebie. Harry trzymał laptopa na kolanach, pewnie jakieś sprawy służbowe. Swoją drogą niesamowite jak on potrafi dorośle wyglądać gdy jest skupiony. Z tego co widziałem na zdjęciach to kiedyś był ogromnym śmieszkiem. Zupełnie jak... tata.
- Ja oglądam film, a brakowało mi poduszki, bo mój TATUŚ. - postawiła nacisk jednocześnie patrząc na ojca. - Musiał sobie podłożyć poduszkę pod plecki, wiesz starzeje się i takie tam.
 Gdy kręcony mężczyzna to usłyszał machinalnie rzucił ową poduszką w córkę.
- Auć ! Tato ja nie potrzebuję, kolana Louis'a się do tego lepiej nadadzą. - odrzuciła poduszkę ojcu, a sama położyła swoją głowę tak jak powiedziała na moich kolanach. Uśmiechnęła się szeroko, a ja zacząłem się bawić jej lokami. 
- Tyle, że długo mnie nie będziesz miała, bo zaraz powinna przyjechać mama. - w momencie gdy to powiedziałem, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. 
- Ja otworzę. - Emily podniosła się i poszła w stronę wyjścia. Victoria spojrzała na mnei ze smutną miną.
- Musisz jechać... 
-Niestety. - odpowiedziałem ze smutkiem podnosząc się z miejsca. - Ale wpadnę jeżeli będę mógł i mnie zaprosicie.
- No jasne. Wpadaj kiedy chcesz. - rzekł Harry odkładając swojego laptopa po czym ruszył w stronę drzwi.
- Cześć Bill. - rzuciłem do blondasa, który grał na telefonie, przybijając mu piątkę. - Dzięki za te upojne noce. - dodałem, a ten się zaśmiał. - I pamiętaj, masz dać znać.
- Oczywiście mój guru, od razu napiszę. - dorzucił jeszcze swój firmowy uśmiech i wrócił do gry. 
- Louis skarbie, chodź jedziemy ! - usłyszałem głos mamy dobiegający z daleka i jakieś słowa sprzeciwu państwa Styles'ów, którzy za wszelką cenę chcieli zaprosić rodziców do środka.
- Dzięki Vicky. - zwróciłem się do szatynki, która ustawiła się przede mną z uśmiechem. 
- To ja dziękuję. Widzimy się jutro w szkole. - dodała po czym mnie przytuliła tak mocno jak wtedy na spacerze. Odetchnąłem mocno wyczuwając zapach jej perfum. 
- Do jutra. - dodałem wychodząc z pokoju w stronę wyjścia grze ujrzałem cztery dorosłe osoby.
- Skarbie, tęskniłam za Tobą. - usłyszałem mamę, która od razu ucałowała mnie w policzek i przytuliła do siebie. 
- Jedziemy już ? - zapytałem postanawiając jednak na jakiś czas pozostać w swojej skorupie zimnego drania.
- Już już. Dziękuję jeszcze raz Harry, że zgodziliście się żeby Lou u Was został.
- Żaden problem, wpadajcie kiedy chcecie. Przecież jesteśmy jak rodzina. - dodał posyłając uśmiech mojej mamie, która podeszła do niego ze swoim mężem i pożegnali się z rodzicami dziewczyny w której byłem zakochany.
- Dziękuję, że mogłem tu zostać. - rzuciłem i ucałowałem Emily i podszedłem do Styles'a, który mnie przytulił do siebie.
- Odzywaj się jeżeli będziesz czegoś potrzebował lub gdy będziesz chciał pogadać. - szepnął mi na ucho co mnie trochę zdziwiło, ale pokiwałem głową.
- Cześć. - rzuciłem ostatni raz po czym wyszedłem z rodzicami z domu.


____________________________________________
 Dzisiaj dwa, bo jestem świnią i nie dodawałam nic rok i źle mi z tym i wiem, że już tego nie naprawię i wiem, że mnie opuścili ludzie i wiem, że żadna gadanina tego nie zmieni, wiec po prostu piszę rozdział, bo chcę dokończyć tego bloga ;))
Kocham
black.character

8.

 Niedziela. Spałem może z pół godziny. Cały czas w moich uszach rozbrzmiewały słowa "Jesteś dobrym przyjacielem". Przyjaciel... Powinienem się cieszyć w końcu byliśmy z Vicky sobie bliscy, lecz zabrzmiało to tak jakby nie dało się tego zmienić. Jakbym nie mógł być kimś więcej. Przyjaciel to najwyższe stanowisko.
 Podniosłem się z łóżka po czym wyciągnąłem z walizki nowe rzeczy. Wziąłem szybki prysznic po czym ułożyłem swoje włosy i zszedłem na dol na śniadanie. Pragnąłem zobaczyć Victorie lecz jednocześnie balem się, ze stanowisko przyjaciela nie jest dla mnie zadowalające i nie będę chciał na tym poprzestać. Balem się, ze będę chciał przekroczyć pewne granice i tym samym ona nie będzie chciała mnie znać... Ale ja już nie potrafiłem traktować jej inaczej. Kochałem ja... i to chyba przez ta miłość jestem taki oziębły dla wszystkich. Nieodwzajemnioną miłość. Tylko jak jestem z nią mam ochotę się uśmiechać.
- Dzień dobry - odezwałem się poszukując w kuchni wzrokiem dziewczyny lecz nie było jej jeszcze na dole.
- Hej Louis. To co chcesz na ostatnie śniadanie u nas ? - zapytała Emily, a do mnie dopiero po chwili doszło, że dzisiaj wracają rodzice i tym samym ja wracam do siebie.
- Mogę prosić o tosty z dżemem ? - zapytałem grzecznie podchodząc do lodówki po czym wyjąłem mleko i nalałem sobie do szklanki.
- Ależ oczywiście. Mam nadzieję, że będziesz nas częściej odwiedzał. - odpowiedziała po czym uśmiechnęła się do mnie i puściła mi oczko.
- Jeżeli nie sprawiam problemów to z chęcią, bo nawet lepiej się tu czuję. - kobieta trochę posmutniała i westchnęła głęboko. Kolejna osoba, która uważa mnie za chama, który nie potrafi docenić własnych rodziców. - Dziękuję. - dodałem gdy ta postawiła przede mną talerz z tostami.
- Cześć. - po schodach zbiegła właśnie Vicky, a ja aż zakrztusiłem się. Ta podeszła i poklepała mnie po plecach. - Czym Cię trują ? - zapytała po czym uśmiechnęła się szeroko do swojej mamy. - Dostanę też ?
- Jasne słoneczko. - odpowiedziała blondynka stawiając przed dziewczyną już gotowe grzanki.
- A gdzie tata ? - zapytała poszukując swojego ojca, który właśnie wbiegł do kuchni.
- Aż tak ze mną tęsknisz ślicznotko ? - zapytał z uśmiechem po czym pocałował córkę w głowę i podszedł do małżonki, by ją również ucałować. Patrzenie na rodzinę Styles'ów było czymś wspaniałym. Było w nich tyle szczęścia i miłości. Nie to co u mnie. A może się mylę i tylko w moich oczach tam to wygląda ? Lub tylko przeze mnie tak jest, że nie potrafimy się porozumieć ? - Jak było na koncercie ?
- Świetnie ! Tato widziałam Chris'a i resztę. Dali tak przewspaniały koncert, że z chęcią przeszłabym się jeszcze raz. Po prostu Louis spisał się na medal. Te bilety były strzałem w dziesiątkę ! - Vicky wręcz wypluwała z siebie słowa z prędkością torpedy. Nadal była ogromnie podekscytowana wczorajszym wieczorem. Ja się tylko zaśmiałem. Znów dzięki niej.
- Hmm... Czyli postawiłeś nam wysoką poprzeczkę. W przyszłym roku będziemy się musieli nieźle postarać, żeby ją zadowolić. - zwrócił się do mnie, a ja podniosłem ręce w geście poddania się.
- A co ja na to poradzę, że jestem genialny. - odpowiedziałem skromnie, a kuchnia wypełniła się naszymi śmiechami.


♦♦♦


 Pakowałem swoje rzeczy w pokoju Bill'a słuchając wraz z nim radia, które nastawił na swojej wieży.
- Louis mam pytanie... - zaczął młody, a ja spojrzałem na niego ściągając brwi co miało oznaczać, że czekam na dalszą część jego wypowiedzi. - Jak mam umówić się z dziewczyną jeżeli ta nawet nie wie, że istnieje ? - zapytał patrząc nieśmiale próbując schować oczy za swoimi blond lokami, a ja się zaśmiałem.
- A dlaczego pytasz o to mnie, a nie Harry'ego ? Przecież on za swoich czasów był niesamowitym podrywaczem, zna się pewnie na tym lepiej niż ja. - odparłem po czym wróciłem do pakowania ubrań.
- No ale Ty jesteś chyba młodszy niż mój ojciec, więc chyba lepiej wiesz co zrobić ? W sensie, że kiedyś chyba inaczej się podrywało dziewczyny niż teraz. - po tych słowach po prostu zacząłem się głośno śmiać i aż padłem na podłogę. - Ok nie było pytania, zapomnij. - rzucił po czym padł na łóżko i zaczął w powietrzu odbijać piłkę.
- Przestań. Wyobraziłem sobie minę Harry'ego gdy słucha jak mówisz o nim jak o jakimś eksponacie z muzeum. - Po tych słowach blondyn dołączył do mojego śmiechu. No ale problem nadal pozostał. I jak ja mam mu coś poradzić ? Co prawda Vicky wiedziała, że istnieje, ale sam nie miałem pojęcia co zrobić dalej, by móc być chłopakiem, który stara się o jej względy. Wstałem z ziemi i podszedłem do łóżka. - Zrób mi miejsce. - gdy chłopak się przesunął, rzuciłem się na miękką pościel i zabrałem głęboki oddech. - Ale ona serio nie ma pojęcia, że istniejesz ? Myślałem, że kojarzą Cię jako syna Harry'ego Styles'a.
- Właśnie to jest w niej takie wyjątkowe, że ona nie kojarzy mnie z bogatym dzieciakiem managera, byłego członka zespołu, którym podniecała się pewnie jej mama. - odpowiedział i westchnął po czym podniósł się z miejsca i spojrzał na mnie. - I boję się, że jeżeli tak po prostu do niej zagadam to może mnie skojarzyć i pomyśleć, że skoro jestem kim jestem to mogę do każdej dziewczyny zagadać... - po tych słowach rzuciłem w niego piłką. - Au ! Za co ?
- Za głupie gadanie. Nie przejmuj się tak wszystkim. Jesteś normalnym chłopakiem, więc czemu jak każdy normalny chłopak nie mógłbyś zagadać do dziewczyny ? Więcej wiary w siebie. Jeżeli naprawdę jest taka wyjątkowa to jestem przekonany, że jej się spodobasz. Po prostu podejdź do niej na jakiejś przerwie gdy będzie sama i się przedstaw. Najlepiej twarzą w twarz, nie kombinuj z jakimiś portalami społecznościowymi. Tylko nie bądź natarczywy i czekaj na jej dalsze kroki. - słowa wylatywały z moich ust niemal z taką samą szybkością jak u Victorii rano. Dlaczego ? I skąd ja w ogóle wziąłem takie mądrości ?
- Wiesz co... Dzięki. - powiedział kędzior i uśmiechnął się do mnie.
- Uśmiechnij się jeszcze tak do niej to zupełnie się zakocha... - dodałem, a ten spojrzał na mnie z lekkim grymasem. - Yyy... To nie znaczy, że jestem gejem ! - usprawiedliwiłem się szybko, a ten tylko się zaśmiał. - Już sobie nie schlebiaj. - rzuciłem w niego poduszką i podniósłszy się podszedłem ponownie do torby pakując ostatnie rzeczy. Zapiąłem torbę i spojrzałem na zegarek. Wskazywał godzinę 5 po południu, więc miałem jeszcze trochę czasu do powrotu rodziców. - I zdawaj relacje jak poszło. - powiedziałem do chłopaka wskazując na niego palcem, a gdy ten pokiwał głową, wyszedłem z pokoju i udałem się po cichu na dół chcąc sprawdzić co robią inni. Miałem już wejść do salonu lecz zatrzymały mnie słowa Harry'ego.
- Ach ten Louis... Jestem ciekawy kiedy zmieni swoje nastawienie choć przez ten weekend miałem wrażenie, że już jest lepiej. Dużo się uśmiechał i w ogóle milszy się zrobił. Ale może to tylko złudzenie...
 Nastała cisza. Z kim on rozmawiał ?


__________________________________________________________________
Przepraszam - tylko tyle powiem, bo nie będę się niczym usprawiedliwiać.
Piszę dalej.  
Kocham
black.character

środa, 20 lutego 2013

7.

-No w końcu jesteś ! - usłyszałem z salonu głos Vicky, gdy tylko przekroczyłem próg.
-Daj mi 15 minut i będę gotowy. - rzuciłem i nawet nie wchodząc do salonu, pobiegłem na górę do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i poszedłem do pokoju Bill'a. Z walizki wyjąłem białą bluzkę w granatowe paski na długi rękaw i czarne spodnie oraz świeżą bieliznę. Pospiesznie się przebrałem i użyłem swoich perfum, które dostałem od brata na urodziny. Wychodząc z pokoju wpakowałem portfel, bilety i telefon do kieszeni spodni i zbiegłem po schodach na dół.
-No ile można czekać ! Nie chcę się spóźnić ! - usłyszałem zbulwersowana przyjaciółkę, która czekała na mnie przy schodach. Przeniosłem na nią wzrok i... zamurowało mnie. Stanąłem jak wryty z szeroko otwartymi ustami i oczami. Vicky miała na sobie białą bluzkę na długi rękaw z napisem "Wild Angels", świecące, czarne, obcisłe spodnie i czarne botki na nogach. Jej włosy były naturalnie pokręcone, które dodawały jej niesamowitego uroku. - Halooo... Co się tak patrzysz ? - pomachała mi dłonią, przed oczami, a ja potrząsnąłem energicznie głową.
-Eee... Ślicznie wyglądasz. - powiedziałem, a ta przewróciła oczami co miało oznaczać, że powiedziałem coś głupiego, lecz jej się spodobało. Dodatkowo słodko się zarumieniła, co wywołało delikatny uśmiech na mojej twarzy.
-Dobra chodźmy już. - skomentowała i ubrała na siebie swoją brązową, zimową kurtkę. Ja zarzuciłem na siebie swoją, zawiązałem buty i otworzyłem frontowe drzwi, przepuszczając ja pierwszą. - Idziemy, pa!
-Bawcie się dobrze i uważajcie na siebie! - odkrzyknęła nam Emily z salonu, a ja zamknąłem za sobą drzwi.
 Ruszyliśmy ciemnymi już ulicami Londynu w stronę budynku w którym miał odbywać się koncert.
-Jak badanie ? Zdrowy ? - zapytała Vicky, przyspieszając kroku. Wiedziałem, że ten koncert to dobry pomysł na prezent.
-Nie wiem. Dostanę odpowiedź za 3 dni to się przekonamy. - odpowiedziałem jej, a ta kiwnęła głową. Po chwili doszliśmy na miejsce, a ja wyjąłem bilety, aby pokazać je ochroniarzowi. - Musimy udać się do sektoru pierwszego ! - krzyknąłem do Vicki, która przygryzła słodko wargę. Zawsze tak robiła gdy nad czymś intensywnie myślała. Wyciągnęła wysoko szyję, a po chwili złapała mnie za rękę.
-Chodź, przejdziemy tędy. - odpowiedziała i pociągnęła mnie za sobą. Ja uśmiechnąłem się jak dziecko, które otrzymuje wymarzoną zabawkę i oderwałem stopy od podłogi ruszając za dziewczyną. W końcu dopchaliśmy się między ludźmi na odpowiednie miejsce pod samą sceną, pokazując wcześniej każdemu ochroniarzowi bilety. - Cieszę się, że jesteś tu ze mną. - odezwała się Vicky przekrzykując krzyczących ludzi wokół. Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, a ja odpowiedziałem jej tym samym, jednocześnie ściskając mocniej jej dłoń, której nie puściła od czasu gdy weszliśmy do budynku.
 Nagle światła zgasły a na sali zrobiło się ciszej. Po całej hali rozbrzmiewała budująca napięcie muzyka, która z czasem stawała się coraz bardziej dynamiczna. Po niedługiej chwili na scenę z platform wskoczyli członkowie zespołu, a cały budynek wypełnił się krzykiem i piskiem dziewcząt...

                                                                                               ♦♦♦

-Jesteście wspaniali, mam wszystkie wasze płyty, Chris, uwielbiam Cię ! - Vicky zachowywała się jak każda inna fanka, Krzyczała, piszczała, wachlowała się dłońmi i prawiła komplementy członkom zespołu.
-To może zrobimy sobie zdjęcie ? - zapytał ją perkusista zespołu... Chyba Chris. Wysoki brunet o niebieskich oczach. Patrzył na moją przyjaciółkę w taki sposób, że miałem mu ochotę zmienić ustawienie jego narządów wewnętrznych.
-Mógłbyś ? - zapytała Vicky wręczając mi aparat. Uśmiechnąłem się krzywo i pochwyciłem sprzęt. Bierz się w garść Louis. To jej dzień, więc bądź miły.
 Moja przyjaciółka ustawiła się obok perkusisty, a ja nacisnąłem odpowiedni przycisk. Spojrzałem w bok nie chcąc widzieć, jak brunetka z nim rozmawia. Westchnąłem głęboko i zauważyłem, że dziewczyna chowa kawałek kartki do kieszeni. Przewróciłem oczami, ale starałem się pohamować. To nie twoja dziewczyna Louis. Uświadom to sobie.
-To jak idziemy ? - zapytałem, a ta wyszczerzyła się szeroko i rzuciła mi na szyję co nieco mnie zdziwiło.
-Dziękuję Ci Louis. Naprawdę dużo to dla mnie znaczy. - przycisnęła się do mnie mocniej, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Wcześniejsza złość od razu ze mnie uszła. Niesamowite jak jedna osoba potrafi wpłynąć na tę drugą. - Idziemy do domu ? - zapytała gdy odsunęła się ode mnie, a ja pokiwałem głową. Wtuliła się w moje ramię i oboje opuściliśmy budynek. Przez całą drogę zdawała mi relacje z koncertu tak jakby mnie tak nie było, ale widząc jaką radość jej to sprawia, nie przerywałem i słuchałem ze śmiechem.
 Weszliśmy po cichu do domu i rozebraliśmy kurtki. Na palcach wspięliśmy się po schodach do góry. odprowadziłem Vicky pod same drzwi jej pokoju. Serce waliło mi jak oszalałe. Pierwszy raz naprawdę nie wiedziałem jak mam się zachować, aby rozstać się z nią nie sprawiając jej przykrości, by zapamiętała ten dzień jak najlepiej. Lecz dziewczyna wyręczyła mnie i mocno przytuliła do siebie. Uśmiechnąłem się szeroko co ostatnimi czasy było rzadkością. Co ta dziewczyna ze mną robi...
-Jeszcze raz dziękuję za dzisiaj. Było wspaniale. - powiedziała odsłaniając wszystkie swoje ząbki, a ja uśmiechnąłem się delikatnie i spuściłem speszony wzrok. - Louis... - zaczęła, a ja z powrotem odnalazłem ją wzrokiem. Spojrzałem jej głęboko w oczy i... Znów nie wiedziałem co zrobić. Ale dziewczyna otworzyła usta, by coś powiedzieć. - Jesteś dobrym przyjacielem. - skończyła swoją wypowiedź i zniknęła w swoim pokoju. Ja natomiast stałem przed jej pokojem jak przyklejony do podłogi i tempo wpatrywałem się w miejsce w którym zniknęła miłość mojego życia...


_____________________________________________
 Kocham
black.character