środa, 19 lutego 2014

11.

 - Louis, jak Ty się odzywasz do Niall'a ! Co Ty wyg... - mama krzyczała na mnie i byłem pewny, że jeszcze chwile i mogłaby stracić panowanie nad sobą i dostałbym w policzek. Lecz gdy zobaczyła minę Niall'a to urwała swoją wypowiedź.
- Skąd... skąd Ty cokolwiek wiesz ? - zapytał wyraźnie zdziwiony i oszołomiony. Nie wiedział co powiedzieć i jak się zachować ale na mnie to nie robiło najmniejszego wrażenia. W końcu odchrząknął i spojrzał to na mnie to na mamę. - Nie wiem skąd wiesz cokolwiek w tej sprawie i nie chcę w to wnikać. Abby nic Ci nie mówiłem, bo to było dawno temu i nie chciałem o tym pamiętać. To jest rozdział zamknięty i nigdy nie chciałem już sobie o tym przypominać. Ale skoro Louis tego chce to będę ,usiał Was wszystko wyjaśnić.
 Prychnąłem i pokiwałem przecząco głową. Co to czas na wymyśloną historyjkę ? Nie dam się mu tak łatwo. Moja mama i tak była w nim tak ślepo zakochana, że uwierzy w każde jego słowo.
- Rozumiem, że to zamknięty rozdział w Twoim życiu ale jako, że jesteśmy małżeństwem to powinniśmy o sobie wszystko wiedzieć. Ja Ci powiedziałam o mojej przeszłości. - powiedziała mama, a ja zauważyłem ogromne rozczarowanie i smutek wypisany na jej twarzy. Zrobiło mi się przykro.
- Wiem i przepraszam Abby. Nie powinienem, ale...
- Mamo mogę lizaka  - do salonu weszła Brooke z szerokim uśmiechem. - Proooosze. - zrobiła słodka minkę, a mi delikatnie uniosły się kąciki ust.
- Dobrze skarbie tylko idź do Liam'a do pokoju się z nim pobawić dobrze ? - mama dała jej słodycz na patyku, a ta pokiwała głową i podążyła w stronę schodów.
- To może od początku. - zaczął Niall, gdy szatynka zajęła miejsce obok niego., - Było to kiedy miałem 15 lat, zanim poszedłem do Xfactora. Mieliśmy ciężką sytuację, a rodzice odliczali pieniądze aby przetrwać do następnego miesiąca. Ja tymczasem wpadłem w złe towarzystwo. No i zaczęło się. Ale spróbowałem tylko raz. Dalej byłem tylko pośrednikiem. Miałem dostęp do narkotyków i innych używek, więc załatwiałem towar innym i pobierałem za to pieniądze do czasu gdy zacząłem poważniej myśleć o Xfactorze. Wtedy rzuciłem wszystko i... Dalszą historię już znacie. Przepraszam, że Wam nic nie powiedziałem, ale nie chciałem o tym wspominać, nie ma czym się szczycić, po prostu chciałem pomóc lecz nie umiałem. - zapadła cisza, a ja nie wiedziałem co o tym wzzhstkim myśleć. Mówił to z przekonaniem. Czgli musiała to być prawda. Wygłupiłem się, ale nie chciałem tego po sobie pokazać.
- Niall... - zaczęła mama - Ja... Rozumiem, wierzę Ci tylko... Mogłeś mi powiedzieć. - wstała po czym przytuliła swojego męża. Uznałem, że powinienem coś powkedzieć, ale nie wiedIałem co. Z drugiej strony, nie chciałem czuć wobec niego jakiegoś długu wdzięczności, więc postanowiłem nie brać nerki.
- To nie zmienia faktu, że nerki i tak od ciebie nie chcę ! - krzyknąłem i pobiegłem do swojego pokoju. Spojrzałem na telefon i ujrzałem jedna wiadomość.
"Ty już pewnie w domu leniuchujesz, a ja się męczę jeszcze z hiszpańskim"
Od Victorii. Taa leniuchuje. Wolałbym już męczyć się w szkole niż czekać na kazanie rodziców. Nim zdążyłem odpisać, do pokoju wbiegła rozzłoszczona mama
- Co to ma znaczyć ?! Jak Ty się odzywasz do mnie i do Niall'a ? On Ci chce podarować narke a Ty jakieś fochy strzelasz ? Mój drogi on robi to ze swojego dobrego serca więc pokaż, że Ty też je masz i przyjmij od niego pomoc. - zakończyła swoją wypowiedź patrząc na mnie karcącym, a zarazem pełnym nadzieji spojrzeniem.
- Mamo. Ja nie chcę pomocy od kogoś kto żyje w kłamstwie, a poza tym...
- A Ty nas nie okłamujesz ? Przecież ile razy wracałeś poobijany, a Twoimi wymówkami były powiedzenia, że się przewróciłeś czy potknąłeś - przerwała mi i tym samym spowodowała, że nie wiedziałem co powiedzieć. Miała rację. W kłamaniu byłem bezbłędny, a wytykałem to innym. - Proszę przemyśl swoje zachowanie, bo jutro z rana jedziemy do szpitala.
- Chyba sobie żartujesz ? - znów się zerwałem. Czy ona nie potrafiła zrozumieć, że ja nie chcę od niego pomocy nawet jeśli w kłamaniu jestem gorszy od niego i nawet jeśli on jest najlepszą osobą na świecie ?
- Na dializę. - skwitowała po czym wyszła z pokoju. Dobrze, mogłem się tak męczyć, a może znajdzie się ktoś inny kto podaruje mi nerkę. Zresztą... Czemu mama nie może tego zrobić ?

"Spotkamy się wieczorem ?"
Wysłałem sms'a do Victorii. Chciałem jej zapytać o radę, albo po prostu wygadać się.
"Jasne. Może spacer ?"
"Przyjdę po Ciebie o 19".
"Będę czekać"
Położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy. Miałem mętlik w głowie. On chce mi pomóc, a ja to odrzucam. Dlaczego ? Wydawało mi się, że znam odpowiedź, ale nikt nie mógł mi w tym momencie pomóc. Powoli miałem dość samego siebie. Czułem się jakby ugryzł mnie wąż, a ja nie potrafiłbym wyssać z siebie jadu.
- Jestem okropnym człowiekiem. - powiedziałem na głos po czym zacząłem analizować wszystko w głowie. Mama ma mnie dość, Niall... sam nie wiem jak on mnie traktuje... Liam się mnie boi i nie chce ze mną rozmawiać, a Brooke jest za mała, żeby cokolwiek zrozumieć. Co do reszty rodziny było podobnie. Tylko Victoria była moją nadzieją na poprawę. I może właśnie powinienem poddać się tej przemianie...
 Gdy wybiła dana godzina, ubrałem się i bez słowa opuściłem dom po czym pospiesznie podążyłem w stronę domu Styles'ów. Śnieg jak zwykle padał, a ja naciągając kaptur przyspieszyłem kroki u schowałem dłonie do kieszeni. Szatynka właśnie zamykała za sobą drzwi gdy zbliżałem się. Z uśmiechem ruszyła w moją stronę, a ja mimo tego nie potrafiłem. Chyba po raz pierwszy od dawna.
- No co jest Louis ? - zapytała po czym mnie przytuliła.
- Emm... Muszę Ci coś powiedzieć. - zacząłem a ta spojrzała na mnie z przerażeniem. - Przejdziemy się ?
- Mów co jest. - odpowiedziała od razu po czym ruszyła za mną. Sam nie wiedziałem jak ona zareaguje na tę wiadomość.
- Przyszły wyniki badań i okazało się, że mam chore nerki. - wypowiedziałem, a ta zrobiła wielkie oczy. - I Niall ma być dawcą.
- To chyba dobrze ? - zapytała, a ja skrzywiłem się. Już sam nie wiedziałem. Miałem ochotę rzucić się na górę śniegu i zostać tam, żeby ktoś sam za mnie zadecydował.
- Tyle, że ja... Ja nie chcę żeby on coś dla mnie robił. Po prostu nie chcę mieć jakiegoś długu wdzięczności.
- Normalny jesteś ? - spojrzałem na nią, a ta wytrzeszczyła oczy w moją stronę. Odpowiedź brzmiała nie, ale to już wiedziałem od dawna. - Przecież on chce Ci pomóc, więc przyjmij tą pomoc.
- Tyle, że ja nie chcę jego pomocy rozumiesz ? On jest dla mnie jak obca osoba, już prędzej przyjąłbym pomoc od wujka Zayn'a czy od Harry'ego. - znów to robiłem. Myślałem, że chcę się zmienić, a gdy już byłem przekonany nagle zmieniałem zdanie i wszystko psułem.
- Zastanów się czasem co mówisz. Przykro mi Louis ale zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko. Ktoś Ci ofiaruje pomoc, kocha Cię, opiekuje się Tobą, a Ty tego nie doceniasz. - wyrzuciła mi wszystko w twarz, a mnie aż zabolało. Miała rację, tylko nie rozumiała jednego...
- No wiesz łatwo Ci mówić skoro nie masz takich problemów jak ja. Nie jesteś chora, masz kochającą rodzinę, masz prawdziwego ojca i prawdziwą matkę, którym możesz powiedzieć wszystko. Możesz mieć wszystko czego pragniesz na świecie, ale to ja jestem rozkapryszonym dzieckiem ? - dlaczego to powiedziałem ? Może po prostu... tak czułem ? Czułem się poszkodowany z powodu, że nigdy nie poznałem swojego ojca, że nigdy nie usłyszałem jego głosu, śmiechu. Nigdy nie powiedział mi, że cieszy się, że ma takiego syna jakim jestem.
Zauważyłem, że dziewczynie napłynęły łzy do oczu. Dopiero teraz zrozumiałem co tak naprawdę powiedziałem.
- Vicky ja... Ja nie chciałem przepraszam, to nie tak. - jednak to nie pomogło, bo szatynka już płakała. Chciałem ją przytulić, chociażby dotknąć, ale nie potrafiłem, wiedziałem, że mnie odrzuci.
- Powiedziałeś dokładnie to co chciałeś. To nie moja wina, że mam szczęśliwą rodzinę, chociaż ojca nie widzę wcale tak często, bo ma pracę, teraz ma podjąć następną, nie wiadomo po co, więc jeszcze rzadziej będę go widywała. Ale Ty masz to gdzieś. W Twoim świecie istniejesz tylko Ty. Więc pozwól, że ja z niego odejdę, ale duszę się pośród Twojego egoizmu. - osoba, którą kochałem wyrzuciła mi w twarz co o mnie myśli, a mnie to strasznie bolało. Nie wiedziałem, że ma mnie za samoluba. Przecież nie interesowałem się tylko sobą. Chyba, że... Nie, to nie jest prawda. - Muszę już iść. - ruszyła w stronę domu, a ja chciałem ją zatrzymać. - Nie dotykaj mnie ! Idź sobie, bo nie mam ochoty Cię oglądać.
- Ale Vicky...
- Zostaw mnie ! - dorzuciła głośniej co spowodowało, że prawie podskoczyłem. Była na mnie wściekła i nie ukrywała tego.
- Przepraszam.
- Nie interesuje mnie to. - ruszyła truchtem w stronę swojego domu, a ja stałem w miejscu wsłuchując się w jej kroki mając ochotę cofnąć czas....

♦♦♦

- Louis wstawaj. Jedziemy na dializę. - obudził mnie głos mamy, a ja skrzywiłem się. Nie spałem pół nocy. Zresztą wróciłem późną porą. Spacerowałem po okolicy rozmyślając nad wszystkim. Od kiedy Vicky nie chce mnie znać czuję jakbym stracił już wszystko. - No dalej dalej. - pospieszyła mnie, a ja z jękiem podniosłem się z łóżka i powędrowałem do łazienki.
 Uszykowany już zszedłem na dół żeby coś zjeść. Po kilkunastu minutach siedziałem już w aucie wraz z mamą i jej mężem.
- Po co jedziemy w trójkę ? - chciałem od razu zapytać dlaczego ON jedzie, ale stwierdziłem, że oszczędzę sobie kazań. Zresztą, nie miałem ochoty z nikim rozmawiać a tym bardziej się kłócić.
- Żebyśmy wiedzieli gdzie dokładnie iść, bo na dializy będziesz musiał jeździć co 3 dni. - pokiwałem tylko głową i do samego końca trasy nic się nie odezwałem. Weszliśmy do ogromnego budynku i od razu wykrzywiłem się czując tak znienawidzoną przeze mnie woń. Ruszyliśmy korytarzem do odpowiedniego oddziału. Po drodze mijałem wiele chorych pacjentów. W tym małe dzieci. I tych właśnie ludzi będę widywał kilka razy w tygodniu. - Zaczekaj tu. - mama pozostawiła mnie na boku korytarza po czym sama poszła z Niall'em do recepcji. Niewątpliwie szeptali jakby nie chcieli abym cokolwiek usłyszał. Po chwili wrócili, a ja spojrzałem na nich krzywo.
- Dobrze to chodź.
- Powiedz gdzie to dam sobie radę. - odpowiedziałem, a ta widocznie się zmieszała.
- Ostatnie drzwi na prawo. - rzuciła po czym nie wiedziałem dlaczego przytuliła mnie jakbym miał umierać. Spojrzała na mnie ostatni raz, a ja miałem wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Zdziwiło mnie to trochę. Ruszyłem korytarzem po czym zapukałem do drzwi. Słysząc formę grzecznościową wszedłem do środka.
- Pan Louis Horan, zgadza się ? - zapytał już na wejściu lekarz, a ja pokiwałem głową. Rozejrzałem się i zdziwiło mnie to, że w sali było łóżko szpitalne. Spodziewałem się raczej jakiegoś fotela. - Proszę usiąść. - rozkazał mi, a ja wykonałem polecenie. Zacząłem się trochę denerwować. Sala była niesamowicie biała i jasna co trochę raziło w oczy. Rozebrałem kurtkę po czym czekałem na lekarza, który już miał strzykawkę w ręce choć nie bardzo wiedziałem po co. Po chwili jednak poczułem ukłucie w ramieniu. - I jak się pan czuje ? - zapytał, a ja się zmieszałem. Chyba nie tak wygląda dializa ?
- Emm... dobrze ?
- Żadnych zawrotów głowy, mdłości. - powiedział to niezwykle uważnie mnie obserwując, a ja poczułem, że robię się senny.
- Znaczy... Trochę tak jakby... - czułem, że ciemno robi mi się przed oczami. Co się dzieje ? Przecież miałem tu przyjść na zwykłą dializę ! Po chwili nie czułem już nic. Była tylko ciemność.


__________________________________________________
 Ferie się skończyły także płaczę i wstawiam dopiero dzisiaj. Następny rozdział będzie chyba krótszy i z perspektywy Abby. Tylko ten jeden mam na razie zamiar napisać z perspektywy kogoś innego. No i jeżeli ktoś czytał PNNSP to szykujcie się na pewną powtórkę, która mnie niesamowicie cieszy ;))
 Rozdział średnio mi się podoba i pewnie jakieś błędy są, bo część pisałam na telefonie ;))
Kocham
black.character




czwartek, 13 lutego 2014

10.

- I jak byłeś grzeczny ? Bo wujek Harry mówił, że problemów nie było. - zagadała mama gdy ledwie wsiedliśmy do auta.
- Wszystko w porządku. Na badaniach byłem, wziąłem Victorię na koncert Wild Angels z okazji jej urodzin. - odpowiedziałem, a ta pokiwała głową. - A co u wujka Liam'a ?
- Planują przeprowadzkę do Nowego Jorku, bo Lola ma dostać awans.
- Nieźle sobie radzą.
 Do końca trasy nie bardzo ich słuchałem. Czekałem aż będę mógł wysiąść z auta, wziąć prysznic i położyć się by pomyśleć.
- A wyniki badań będą jutro tak ? - zapytała mama gdy dojechaliśmy, a ja pokiwałem głową po czym odpiąłem pas i wyszedłem z auta z torbą podążając w stronę drzwi wejściowych. Poczekałem aż Niall podejdzie i użyje klucza. Unikał mojego wzroku. W sumie rzadko próbował nawiązać ze mną kontakt i słowny i wzrokowy. Poddał się, bo po prostu wiedział, że będę pasywny. Trudno. Brzydziłem się kłamstwem, więc nie zamierzałem przystawać z kłamcami. Gdy wreszcie drzwi się otworzyły przeszedłem przez nie i poszedłem na górę do swojego pokoju. Tak jak chciałem wziąłem prysznic i rzuciłem się na łóżku z telefonem w ręce. Na wyświetlaczu miałem nowe zdjęcie. Byłem na nim ja wraz z roześmianą Victorią. Zrobiłem je podczas koncertu. Dziewczyna pokazywała z radością całe swoje uzębienie. Przejechałem opuszkiem palca po ekranie gdy do pokoju weszła mama uprzednio pukając.
- Jak się masz skarbie ? - zapytała przysiadając na łóżku. Rozejrzała się wokół. Pokój nie zmienił się aż tak bardzo od kilku lat. Tylko na ścianie przybyło więcej plakatów i moich rysunków. Jeden jedyny plakat z zespołem mojego ojca był przyklejony do drzwi. Wzrok kobiety spoczął na moim stoliku nocnym. Uśmiechnęła się delikatnie widząc zdjęcie mojego taty w ramce. Bałem się, że zaraz wypowie słowa których tak nie lubiłem.
- W porządku. - powtórzyłem po raz kolejny te same słowa co w aucie.
- Ciocia Lola zapraszała nas do siebie na święta, ale odmówiliśmy, bo wiemy jak boisz się latać, a nie zostawię Cię samego. - powiedziała, a ja zwróciłem na nią swój wzrok. Twarz miała przygnębioną, ale puściła mi delikatny uśmiech.
- Dziękuję. - odpowiedziałem jej, a ta wyraźnie się rozchmurzyła. Dlaczego ja tak ją raniłem ? Dlaczego musiałem być takim draniem, że moja własna mama musiała czuć ból gdy ze mną rozmawiała... - W takim razie święta w Londynie ? - zagadałem, a ta pokiwała głową.
- Ostatnio spędziliśmy je u wujka Zayn'a, więc teraz albo u nas albo u Harry'ego. - puściła mi oczko, a ja pokiwałem głową. - Dobrze to ja idę położyć Brooke, bo pewnie Niall już ją wykąpał. Dobranoc słonko. - przybliżyła się do mnie i pocałowała w czoło.
- Dobranoc mamo. - odpowiedziałem, a ta z uśmiechem opuściła mój pokój. Naprawdę nie potrafiłem choć tyle zrobić dla tej kobiety ? Okazać jej trochę miłości ? Spojrzałem ostatni raz na wyświetlacz telefonu i ujrzałem tam wiadomość.
"Będziesz czekał na mnie pod szkołą ?"
Vicky. Uśmiechnąłem się do ekranu. Dziewczyna moich marzeń chce abym to JA za nią poczekał. Cieszyło mnie to niesamowicie ale rozumiałem, że to też pewnie dlatego, że bała się spotkania z Ian'em...
"Oczywiście. Ale w zamian proszę moją ulubioną kawę".
"Nie ma sprawy. Do jutra. Dobranoc."
"Dobranoc".
Odłożyłem telefon i uśmiechnąłem się. Znowu. Nie mogłem uwierzyć, że to dzięki jednej osobie tak się zmieniam. Może to ona zmieni mnie na dłużej ?

 Wstałem o dziwo uszczęśliwiony co jest dość dziwne patrząc z perspektywy ucznia, który ma sprawdzian z matematyki lecz dobrze wiedziałem, że matma jest moją dobrą stroną, a do tego rano wesprze mnie nie kto inny jak ta urocza dziewczyna.
 Po tym jak ubrałem świeże ubrania zszedłem na dół z torbą przewieszoną przez ramię. Poszedłem do kuchni, by zjeść jakieś szybkie śniadanie.
- Cześć mamo. - rzuciłem widząc kobietę krzątającą się po kuchni. Sięgnąłem sobie mleko z lodówki i zalałem płatki musli.
- Cześć synku. Mógłbyś dziś po szkole zająć się Brooke ? Muszę dłużej zostać w pracy, a Niall ma pomóc Harry'emu w jakiejś sprawie. - zapytała, a ja pokiwałem głową.
- Wracam dziś o 14 także nie ma problemu. - czyli jednak postanowiłem zastopować z byciem chamem tak ? Nawet nie kontrolowałem swoich odruchów.
- Dziękuję. A co Ty taki rozweselony ? - zapytała gdy do pomieszczenia wszedł mój młodszy brat Liam. - Kochanie proszę załóż dziś ten cieplejszy sweter. Na dworze jest mróz, a Ty dopiero byłeś chory. - powiedziała do nastolatka, a ten przewrócił oczami lecz posłusznie ruszył do pokoju się przebrać. Ja odłożyłem puste naczynia do zmywarki. - Więc ? - zapytała, a ja zmarszczyłem brwi. Myślałem, że Liam przykuł jej uwagę i już zapomniała o mnie.
- Emm... Tak po prostu, bez powodu. - odpowiedziałem po czym uśmiechnąłem się do niej i ruszyłem do wyjścia. Ubrałem swoje buty, płaszcz i szalik po czym zabrałem klucze i wyszedłem z domu. To ja miałem czekać na Victorie, nie ona na mnie, a była już godzina 7:40, więc przyspieszyłem kroku. Zająłem miejsce na jednej z ławek i mimo iż było zimno, miałem zamiar czekać, tak jak obiecywałem. Wzrokiem wypatrywałem Ian'a, żeby nie zaszedł mnie od tyłu ze swoimi osiłkami lecz nie pojawił się. Zamiast niego ujrzałem wysiadającą szatynkę z auta, w którym siedziała Emily i kiwała w moją stronę, trzymającą dwa kubki w swoich drobnych dłoniach. Szła w moim kierunku z szerokim uśmiechem.
- Hej Lou. - odezwała się swoim cudownym głosem po czym podała mi kubek z kawą i... przytuliła mnie. Odwzajemniłem z największą radością uścisk. Czułem, że nasze relacje się zmieniły. Miałem nadzieję, że te zmiany nie ustaną w jednym miejscu.
- Witam pokręconą. - odpowiedziałem po czym przeczesałem ją po włosach co bardzo ją drażniło, ale przy okazji robiła uroczą, obrażoną minkę. - I dziękuję. - dodałem po czym łyknąłem kawy, która rozgrzała moje zmarznięte ciało.
- Jak jeszcze raz potargasz mi włosy to Ci ją odbiorą. - wskazała palcem na kubek, a ja zaśmiałem się słysząc jej ton głosy, którego miałem się chyba przestraszyć.
- A może chcesz oddać ? - zapytałem nachylając się, by mogła dosięgnąć moich włosów lecz ta tylko prychnęła, bo doskonale wiedziała, że moje włosy za każdym razem są w nieładzie. - Rozumiem, że wygrałem ? - zapytałem z triumfalnym uśmiechem, a ta tylko zdzieliła mnie ręką i ruszyła w stronę drzwi szkoły koło których kręciło się coraz więcej uczniów.
- Zaczynam matmą. - wykrzywiła usta wyrażając ogromny wyraz czego ja kompletnie nie rozumiałem.
- Przecież matma jest świetna! - po tych słowach dziewczyna ponownie prychnęła i zaczęła przedrzeźniać mój głos.
- "Matma jest świetna, a ja jestem ogromnym mózgiem, który nie ma problemu z niczym prócz z samym sobą" - udawała mój głos robiąc przy tym głupie miny.
- Tsss... spadaj. - odgryzłem się po czym weszliśmy roześmiani do szkoły, a ja odprowadziłem dziewczynę pod klasę. - Ty zaczynasz matmę, a ja zaraz po Tobie mam sprawdzian także proszę, nie wyprowadzaj profesora z równowagi. - dopowiedziałem szczerząc się przy tym, a ta uniosła brwi do góry.
- Proszę Cię, nawet gdyby ktoś ukradł mu zdjęcie jego kota, które ma na biurku to dałbyś radę zaliczyć sprawdzian na najlepszą ocenę.
- Oj już proszę, nie przesadzaj, bo się rumienię. - odpowiedziałem i ponownie już dziś się uśmiechnąłem. Nie mogłem uwierzyć w to, że to takie łatwe i jednocześnie wspaniałe. Może rzeczywiście czas na zaakceptowanie swojego życia i brania z niego co się da ? Dzwonek zadzwonił, a ja puściłem oczko dziewczynie i ruszyłem w stronę swojej klasy.

 Wracałem właśnie do domu uśmiechając się do telefonu na widok wiadomości, którą otrzymałem po pierwszej lekcji.
" Powodzenia mistrzu nie muszę Ci życzyć, więc dostań choć raz jedynkę, żebym czuła, że rozmawiam z kimś na moim poziomie".
Victoria miała niesamowite poczucie humoru i potrafiła się ze mną porozumieć jak nikt inny. Chciałem, by nasza bliższa znajomość trwała jak najdłużej. Otworzyłem drzwi i rzuciłem torbę przy wyjściu po czym rozebrałem się.
- Już jestem Liam. - rzuciłem w przestrzeń po czym podążyłem do salonu gdzie pewnie przebywał mój brat z siostrą. Zamiast nich spotkałem tam mamę z Niall'em. - Miało Was nie być. - rzuciłem pierwsze co mi przyszło na myśl.
- Musimy porozmawiać. - oznajmiła mama, a ja zastanawiałem się o co może chodzić. Może Ian podał mnie na policję za pobicie i wtargnięcie do jego domu ? Akurat na to miałem powód. Po chwili dojrzałem, że moja rodzicielka trzyma w rękach jakieś papiery. - Przyszły wyniki badań. - dopowiedziała, a ja bałem się, że pewnie znów będę musiał brać te ohydne tabletki na niedobór żelaza. - Louis... Będziesz musiał mieć przeszczep nerki, ponieważ nie funkcjonują prawidłowo. - oznajmiła, a ja zbladłem. Czyli zacznie się teraz panika, że dopadnie mnie z czasem coś gorszego, jak ojca.
- Mhm... No to... Będę musiał znaleźć dawcę. - powiedziałem po czym opadłem na fotel na przeciwko rodziców.
- Dostaniesz nerkę od Niall'a. Zgodził się, a ja niestety nie mogę Ci jej podarować. - odpowiedziała, a we mnie się zagotowało i zerwałem się na równe nogi.
- Że co ?! Chyba sobie żartujesz ?! Nie wezmę nerki od tego ćpuna ! Wolę już zdychać ! - wyrzuciłem wszystko jednym wydechem po czym ujrzałem przerażone i zszokowane spojrzenie Niall'a. Czyli się wydało. Czułem jak moje tętno przyspiesza, a temperatura ciała wzrasta. Z tego już się nie wymiga.


____________________________________________________
 Macie 10 no i wiecie już dlaczego Louis tak nienawidzi Niall'a. Ale więcej w następnym rozdziale ;))
Dziękuję, że ktokolwiek czyta i będę dla tych kilku osób pisać. Prawdziwi fani przetrwali lecz inni albo mnie opuścili ze względu na to jak długo nie pisałam lub dlatego, że po prostu zapomnieli o mnie i o całym opowiadaniu. Ale podejrzewałam, że tak się stanie ;)) Szkoda.
Kocham
black.character 

niedziela, 2 lutego 2014

9.

- Nie wiem dlaczego taki jest... Współczuję Abby, bo ona naprawdę kocha go najmocniej na świecie, a on się jej tak odpłaca. - to była Emily. Czyli uważają, że ranię moją mamę ?
- Drażni mnie też to, że jest taki oschły dla Niall'a. Nie wiem czy on go czymś uraził ? - czyli miałem rację, że nikt o tym nie wie prócz mnie. Skrzywiłem się. Brzydziło mnie to, że oszukuje nie dość moją matkę to jeszcze swoich przyjaciół. 
- Wiesz... Może boli go to, że nigdy swojego biologicznego ojca nie poznał i to dlatego jest taki oschły ? 
- Racja ! Tyle, że on mówi, że żałuje, że nie poznał PRAWDZIWEGO ojca... To mnie też martwi. I do tego twierdzi, że Liam'a kocha bardziej. Dziwne, że o Brooke nie jest zazdrosny... Ale może dlatego, że jest małą dziewczynką, a syn to jednak syn. 
 Nastała cisza... Usłyszałem jak ktoś wzdycha głęboko. Zerknąłem do salonu i zauważyłem jak Emily siada Harry'emu na kolanach.
- Nic nie jesteśmy w stanie zrobić kochanie. On musi chyba jeszcze dorosnąć. Jest w tym trudnym okresie dojrzewania, więc wierzmy, że jeszcze się zmieni i pokaże jaki naprawdę jest Louis.
Na palcach ruszyłem w stronę schodów i podążyłem na górę. Nie mogłem już tego znieść. Pokaże jaki naprawdę jest Louis. Ale który Louis ? Ja czy mój ojciec ? Nie wiedziałem co zrobić... Miałem ochotę wyjść i biec w nieznane, najszybciej jak się da. Ale zrobiłem coś innego. Stanąłem przed drzwiami do pokoju i zapukałem energicznie. Po chwili otworzyła mi ciemnowłosa.
- O Louis, wchodź wchodź. - zaprosiła mnie do środka z uśmiechem lecz ja nie tego chciałem, byłem zbyt nabuzowany.
- Vicky... Mam prośbę. - zacząłem, a ta spojrzała na mnie pytająco. - Proszę, wyjdź ze mną na spacer. Tak po prostu. Bo boję się, że jak wyjdę sam to zrobię coś głupiego. 
 Zauważyłem strach w oczach dziewczyny, ciekawość, a jednocześnie zdziwienie. Lecz nie pytała o nim tylko zbiegła ze mną po schodach i ubrała buty oraz płaszcz.
- Mamo, tato idę z Lou na spacer, będziemy na kolację ! - krzyknęła, a słysząc potwierdzenie z salonu otworzyła frontowe drzwi, a ja wyszedłem tuż za nią. 
 Ruszyliśmy w prawo w stronę parku. Szliśmy szybciej niż normalne osoby na spacerze, a Vicky prawie biegła próbując dotrzymać mi kroku.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi ?! - zapytała nie potrafiąc dłużej wytrzymać, jednocześnie zdyszana i zła. Patrzyła na mnie. Czułem jej spojrzenie na sobie. 
- Po prostu mam już dość ! Mam dość ich oczekiwania na mojego ojca ! - wykrzyczałem to w końcu z siebie po czym usiadłem na krawężniku chodnika. Na ulicach było już ciemno i nie widziałem żadnych osób prócz nas. Zresztą i tak nie przejąłbym się ich opinią. 
- Nie rozumiem. O jakim oczekiwaniu Ty mówisz ? - zapytała po krótkiej chwili widocznie zdezorientowania.
- Mam dość gadaniny jak to jestem podobny do swojego ojca z wyglądu lecz z charakteru jestem "zupełnie inny niż Louis" lub "nie taki jak Louis". - dodałem, by szatynka bardziej zrozumiała co mam na myśli. Podciągnąłem kolana pod brodę i oparłem o nie czoło. Poczułem jak dziewczyna siada obok mnie.
- Co Ty mówisz. Na pewno tak nie jest. Wszyscy kochają Cię takim jaki jesteś. Nie oczekują tego samego Louisa. On jest jedynie w naszych sercach. - po każdym zdaniu dziewczyna robiła dłuższą przerwę tak jakby zastanawiała się jak wszystko ładnie dobrać w słowa. Tyle, że w tym momencie mogła mówić co tylko chciała. Ja wiedziałem jaka jest prawda.
- Vicky. Nie raz już to słyszałem, więc nie wmawiaj mi, że tak nie jest. Myślą, że jeżeli mam jego imię i jestem do niego podobny to będę taki sam jak on. Może potrafiłbym, ale tylko i wyłącznie jeżeli sam bym tego chciał. Bo wiem, że potrafię się zmienić, ale gdy wszyscy wokół patrzą na mnie miarą mojego ojca to nie chcę. Nie chcę dawać in satysfakcji, nie chcę żeby przebywając ze mną czuli, że są wśród starego Louisa. Wtedy czułbym, że nie istnieję. 
 Skończyłem swoją wypowiedź i poczułem, że po policzku spływa mi... łza ? Ja się rozkleiłem ? Kogo ja próbuję oszukać. Próbuję zgrywać twardziela i chama, a prawda jest taka, że potrzebuję czuć się kochanym. 
- Louis. - dziewczyna usiadła bokiem do mnie i dotknęła mojego ramienia. - Po prostu myślę, że Twoja mama mimo to, że ma wujka Niall'era to nie potrafi się przyzwyczaić do tego, że jej pierwszej miłości już nie ma. I dlatego próbuje go odnaleźć w Tobie, bo to Ty jesteś częścią jego. 
 Victoria zaczęła gładzić moje włosy, a ja czułem jak więcej łez spływa po moich policzkach, ale już mnie to nie obchodziło. Przy niej czułem, że mogę być... sobą. I tak, miała racje, jestem synem Abby Horan i Louisa Tomlinsona z krwi i kości i czy tego chcę czy nie to przypominam swego ojca wszystkim, tym bardziej, że bardzo za nim tęsknią. I muszę się do tego przyzwyczaić. 
- Lou. Proszę nie smuć się... - jej błagalny ton głosu sprawiał, że nie potrafiłem jej odmówić. Podniosłem głowę i spojrzałem na jej twarz. W jej piękne oczy, które wywoływały motylki w moim brzuchu. - I nie płacz. - dziewczyna widocznie zdziwiona tym co widzi położyła dłoń na moim policzku i otarła łzy, które zdążyły wypłynąć z oczu. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz od jej dotyku. Czułem, że mam gęsią skórkę, a włosy najeżyły mi się na głowie. 
Wiatr delikatnie wiał, a dodatkowo minusowa temperatura sprawiała, że czułem jak całe moje ciało traci temperaturę. Dodatkowo dłonie miałem całe sine. Poczułem, że czas się zbierać choć naprawdę nie chciałem tracić tej chwili. 
- Dziękuję. - wypowiedziałem patrząc w gwiazdy, gdy nagle dziewczyna podniosła głowę z mojego ramienia i spojrzała na mnie.
- Za co ? - tym razem to ja przeniosłem wzrok na nią i... Sam nie wiedziałem za co chcę jej podziękować. Za to, że jest teraz tutaj ze mną ? Ze to, że się przyjaźnimy ? Za to, że się w ogóle znamy ? Za to, że istnieje ? 
- Za to, że dzisiaj ze mną wyszłaś. Za to, że mogłem się komuś wygadać. Za to, że dzięki Tobie stwierdzam, że może to życie nie jest takie denne. - naprawdę to powiedziałem ? To było trochę głębsze wyznanie. Jednak Vicky się tym za bardzo nie przejęła tylko zaśmiała się uroczo. Podniosła się i podała mi rękę.
- Chodź tu geniuszu. - gdy wstałem ta przytuliła mnie do siebie z całej siły. Zszokowała mnie tym. Nie spodziewałem się tego, a co będzie dalej ? - To ja powinnam Ci podziękować. Za piątek. Gdyby to to...
- Hej hej proszę nie wracajmy do tego. - podniosłem jej brodę, a ta lekko się do mnie uśmiechnęła. - Chodźmy do domu i proszę nikomu nic nie mów o naszej rozmowie.
- No jasne. Tajemnicy dochowam zawsze. - dodała z uśmiechem i ruszyliśmy w stronę domu. 

♦♦♦

 Wybiła godzina 8, wiec zabrałem torbę na dół. Położyłem ją przy drzwiach i poszedłem do salonu gdzie znajdowała sie rodzinka Styles'ów. Gdy Vicky mnie zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko i poklepała miejsce obok siebie na kanapie. Uśmiech miała po ojcu. Oczarować mogła nim każdego chłopaka. W tym mnie chyba najbardziej. 
- Co robicie ? - zapytałem patrząc wokół siebie. Harry trzymał laptopa na kolanach, pewnie jakieś sprawy służbowe. Swoją drogą niesamowite jak on potrafi dorośle wyglądać gdy jest skupiony. Z tego co widziałem na zdjęciach to kiedyś był ogromnym śmieszkiem. Zupełnie jak... tata.
- Ja oglądam film, a brakowało mi poduszki, bo mój TATUŚ. - postawiła nacisk jednocześnie patrząc na ojca. - Musiał sobie podłożyć poduszkę pod plecki, wiesz starzeje się i takie tam.
 Gdy kręcony mężczyzna to usłyszał machinalnie rzucił ową poduszką w córkę.
- Auć ! Tato ja nie potrzebuję, kolana Louis'a się do tego lepiej nadadzą. - odrzuciła poduszkę ojcu, a sama położyła swoją głowę tak jak powiedziała na moich kolanach. Uśmiechnęła się szeroko, a ja zacząłem się bawić jej lokami. 
- Tyle, że długo mnie nie będziesz miała, bo zaraz powinna przyjechać mama. - w momencie gdy to powiedziałem, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. 
- Ja otworzę. - Emily podniosła się i poszła w stronę wyjścia. Victoria spojrzała na mnei ze smutną miną.
- Musisz jechać... 
-Niestety. - odpowiedziałem ze smutkiem podnosząc się z miejsca. - Ale wpadnę jeżeli będę mógł i mnie zaprosicie.
- No jasne. Wpadaj kiedy chcesz. - rzekł Harry odkładając swojego laptopa po czym ruszył w stronę drzwi.
- Cześć Bill. - rzuciłem do blondasa, który grał na telefonie, przybijając mu piątkę. - Dzięki za te upojne noce. - dodałem, a ten się zaśmiał. - I pamiętaj, masz dać znać.
- Oczywiście mój guru, od razu napiszę. - dorzucił jeszcze swój firmowy uśmiech i wrócił do gry. 
- Louis skarbie, chodź jedziemy ! - usłyszałem głos mamy dobiegający z daleka i jakieś słowa sprzeciwu państwa Styles'ów, którzy za wszelką cenę chcieli zaprosić rodziców do środka.
- Dzięki Vicky. - zwróciłem się do szatynki, która ustawiła się przede mną z uśmiechem. 
- To ja dziękuję. Widzimy się jutro w szkole. - dodała po czym mnie przytuliła tak mocno jak wtedy na spacerze. Odetchnąłem mocno wyczuwając zapach jej perfum. 
- Do jutra. - dodałem wychodząc z pokoju w stronę wyjścia grze ujrzałem cztery dorosłe osoby.
- Skarbie, tęskniłam za Tobą. - usłyszałem mamę, która od razu ucałowała mnie w policzek i przytuliła do siebie. 
- Jedziemy już ? - zapytałem postanawiając jednak na jakiś czas pozostać w swojej skorupie zimnego drania.
- Już już. Dziękuję jeszcze raz Harry, że zgodziliście się żeby Lou u Was został.
- Żaden problem, wpadajcie kiedy chcecie. Przecież jesteśmy jak rodzina. - dodał posyłając uśmiech mojej mamie, która podeszła do niego ze swoim mężem i pożegnali się z rodzicami dziewczyny w której byłem zakochany.
- Dziękuję, że mogłem tu zostać. - rzuciłem i ucałowałem Emily i podszedłem do Styles'a, który mnie przytulił do siebie.
- Odzywaj się jeżeli będziesz czegoś potrzebował lub gdy będziesz chciał pogadać. - szepnął mi na ucho co mnie trochę zdziwiło, ale pokiwałem głową.
- Cześć. - rzuciłem ostatni raz po czym wyszedłem z rodzicami z domu.


____________________________________________
 Dzisiaj dwa, bo jestem świnią i nie dodawałam nic rok i źle mi z tym i wiem, że już tego nie naprawię i wiem, że mnie opuścili ludzie i wiem, że żadna gadanina tego nie zmieni, wiec po prostu piszę rozdział, bo chcę dokończyć tego bloga ;))
Kocham
black.character

8.

 Niedziela. Spałem może z pół godziny. Cały czas w moich uszach rozbrzmiewały słowa "Jesteś dobrym przyjacielem". Przyjaciel... Powinienem się cieszyć w końcu byliśmy z Vicky sobie bliscy, lecz zabrzmiało to tak jakby nie dało się tego zmienić. Jakbym nie mógł być kimś więcej. Przyjaciel to najwyższe stanowisko.
 Podniosłem się z łóżka po czym wyciągnąłem z walizki nowe rzeczy. Wziąłem szybki prysznic po czym ułożyłem swoje włosy i zszedłem na dol na śniadanie. Pragnąłem zobaczyć Victorie lecz jednocześnie balem się, ze stanowisko przyjaciela nie jest dla mnie zadowalające i nie będę chciał na tym poprzestać. Balem się, ze będę chciał przekroczyć pewne granice i tym samym ona nie będzie chciała mnie znać... Ale ja już nie potrafiłem traktować jej inaczej. Kochałem ja... i to chyba przez ta miłość jestem taki oziębły dla wszystkich. Nieodwzajemnioną miłość. Tylko jak jestem z nią mam ochotę się uśmiechać.
- Dzień dobry - odezwałem się poszukując w kuchni wzrokiem dziewczyny lecz nie było jej jeszcze na dole.
- Hej Louis. To co chcesz na ostatnie śniadanie u nas ? - zapytała Emily, a do mnie dopiero po chwili doszło, że dzisiaj wracają rodzice i tym samym ja wracam do siebie.
- Mogę prosić o tosty z dżemem ? - zapytałem grzecznie podchodząc do lodówki po czym wyjąłem mleko i nalałem sobie do szklanki.
- Ależ oczywiście. Mam nadzieję, że będziesz nas częściej odwiedzał. - odpowiedziała po czym uśmiechnęła się do mnie i puściła mi oczko.
- Jeżeli nie sprawiam problemów to z chęcią, bo nawet lepiej się tu czuję. - kobieta trochę posmutniała i westchnęła głęboko. Kolejna osoba, która uważa mnie za chama, który nie potrafi docenić własnych rodziców. - Dziękuję. - dodałem gdy ta postawiła przede mną talerz z tostami.
- Cześć. - po schodach zbiegła właśnie Vicky, a ja aż zakrztusiłem się. Ta podeszła i poklepała mnie po plecach. - Czym Cię trują ? - zapytała po czym uśmiechnęła się szeroko do swojej mamy. - Dostanę też ?
- Jasne słoneczko. - odpowiedziała blondynka stawiając przed dziewczyną już gotowe grzanki.
- A gdzie tata ? - zapytała poszukując swojego ojca, który właśnie wbiegł do kuchni.
- Aż tak ze mną tęsknisz ślicznotko ? - zapytał z uśmiechem po czym pocałował córkę w głowę i podszedł do małżonki, by ją również ucałować. Patrzenie na rodzinę Styles'ów było czymś wspaniałym. Było w nich tyle szczęścia i miłości. Nie to co u mnie. A może się mylę i tylko w moich oczach tam to wygląda ? Lub tylko przeze mnie tak jest, że nie potrafimy się porozumieć ? - Jak było na koncercie ?
- Świetnie ! Tato widziałam Chris'a i resztę. Dali tak przewspaniały koncert, że z chęcią przeszłabym się jeszcze raz. Po prostu Louis spisał się na medal. Te bilety były strzałem w dziesiątkę ! - Vicky wręcz wypluwała z siebie słowa z prędkością torpedy. Nadal była ogromnie podekscytowana wczorajszym wieczorem. Ja się tylko zaśmiałem. Znów dzięki niej.
- Hmm... Czyli postawiłeś nam wysoką poprzeczkę. W przyszłym roku będziemy się musieli nieźle postarać, żeby ją zadowolić. - zwrócił się do mnie, a ja podniosłem ręce w geście poddania się.
- A co ja na to poradzę, że jestem genialny. - odpowiedziałem skromnie, a kuchnia wypełniła się naszymi śmiechami.


♦♦♦


 Pakowałem swoje rzeczy w pokoju Bill'a słuchając wraz z nim radia, które nastawił na swojej wieży.
- Louis mam pytanie... - zaczął młody, a ja spojrzałem na niego ściągając brwi co miało oznaczać, że czekam na dalszą część jego wypowiedzi. - Jak mam umówić się z dziewczyną jeżeli ta nawet nie wie, że istnieje ? - zapytał patrząc nieśmiale próbując schować oczy za swoimi blond lokami, a ja się zaśmiałem.
- A dlaczego pytasz o to mnie, a nie Harry'ego ? Przecież on za swoich czasów był niesamowitym podrywaczem, zna się pewnie na tym lepiej niż ja. - odparłem po czym wróciłem do pakowania ubrań.
- No ale Ty jesteś chyba młodszy niż mój ojciec, więc chyba lepiej wiesz co zrobić ? W sensie, że kiedyś chyba inaczej się podrywało dziewczyny niż teraz. - po tych słowach po prostu zacząłem się głośno śmiać i aż padłem na podłogę. - Ok nie było pytania, zapomnij. - rzucił po czym padł na łóżko i zaczął w powietrzu odbijać piłkę.
- Przestań. Wyobraziłem sobie minę Harry'ego gdy słucha jak mówisz o nim jak o jakimś eksponacie z muzeum. - Po tych słowach blondyn dołączył do mojego śmiechu. No ale problem nadal pozostał. I jak ja mam mu coś poradzić ? Co prawda Vicky wiedziała, że istnieje, ale sam nie miałem pojęcia co zrobić dalej, by móc być chłopakiem, który stara się o jej względy. Wstałem z ziemi i podszedłem do łóżka. - Zrób mi miejsce. - gdy chłopak się przesunął, rzuciłem się na miękką pościel i zabrałem głęboki oddech. - Ale ona serio nie ma pojęcia, że istniejesz ? Myślałem, że kojarzą Cię jako syna Harry'ego Styles'a.
- Właśnie to jest w niej takie wyjątkowe, że ona nie kojarzy mnie z bogatym dzieciakiem managera, byłego członka zespołu, którym podniecała się pewnie jej mama. - odpowiedział i westchnął po czym podniósł się z miejsca i spojrzał na mnie. - I boję się, że jeżeli tak po prostu do niej zagadam to może mnie skojarzyć i pomyśleć, że skoro jestem kim jestem to mogę do każdej dziewczyny zagadać... - po tych słowach rzuciłem w niego piłką. - Au ! Za co ?
- Za głupie gadanie. Nie przejmuj się tak wszystkim. Jesteś normalnym chłopakiem, więc czemu jak każdy normalny chłopak nie mógłbyś zagadać do dziewczyny ? Więcej wiary w siebie. Jeżeli naprawdę jest taka wyjątkowa to jestem przekonany, że jej się spodobasz. Po prostu podejdź do niej na jakiejś przerwie gdy będzie sama i się przedstaw. Najlepiej twarzą w twarz, nie kombinuj z jakimiś portalami społecznościowymi. Tylko nie bądź natarczywy i czekaj na jej dalsze kroki. - słowa wylatywały z moich ust niemal z taką samą szybkością jak u Victorii rano. Dlaczego ? I skąd ja w ogóle wziąłem takie mądrości ?
- Wiesz co... Dzięki. - powiedział kędzior i uśmiechnął się do mnie.
- Uśmiechnij się jeszcze tak do niej to zupełnie się zakocha... - dodałem, a ten spojrzał na mnie z lekkim grymasem. - Yyy... To nie znaczy, że jestem gejem ! - usprawiedliwiłem się szybko, a ten tylko się zaśmiał. - Już sobie nie schlebiaj. - rzuciłem w niego poduszką i podniósłszy się podszedłem ponownie do torby pakując ostatnie rzeczy. Zapiąłem torbę i spojrzałem na zegarek. Wskazywał godzinę 5 po południu, więc miałem jeszcze trochę czasu do powrotu rodziców. - I zdawaj relacje jak poszło. - powiedziałem do chłopaka wskazując na niego palcem, a gdy ten pokiwał głową, wyszedłem z pokoju i udałem się po cichu na dół chcąc sprawdzić co robią inni. Miałem już wejść do salonu lecz zatrzymały mnie słowa Harry'ego.
- Ach ten Louis... Jestem ciekawy kiedy zmieni swoje nastawienie choć przez ten weekend miałem wrażenie, że już jest lepiej. Dużo się uśmiechał i w ogóle milszy się zrobił. Ale może to tylko złudzenie...
 Nastała cisza. Z kim on rozmawiał ?


__________________________________________________________________
Przepraszam - tylko tyle powiem, bo nie będę się niczym usprawiedliwiać.
Piszę dalej.  
Kocham
black.character

środa, 20 lutego 2013

7.

-No w końcu jesteś ! - usłyszałem z salonu głos Vicky, gdy tylko przekroczyłem próg.
-Daj mi 15 minut i będę gotowy. - rzuciłem i nawet nie wchodząc do salonu, pobiegłem na górę do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i poszedłem do pokoju Bill'a. Z walizki wyjąłem białą bluzkę w granatowe paski na długi rękaw i czarne spodnie oraz świeżą bieliznę. Pospiesznie się przebrałem i użyłem swoich perfum, które dostałem od brata na urodziny. Wychodząc z pokoju wpakowałem portfel, bilety i telefon do kieszeni spodni i zbiegłem po schodach na dół.
-No ile można czekać ! Nie chcę się spóźnić ! - usłyszałem zbulwersowana przyjaciółkę, która czekała na mnie przy schodach. Przeniosłem na nią wzrok i... zamurowało mnie. Stanąłem jak wryty z szeroko otwartymi ustami i oczami. Vicky miała na sobie białą bluzkę na długi rękaw z napisem "Wild Angels", świecące, czarne, obcisłe spodnie i czarne botki na nogach. Jej włosy były naturalnie pokręcone, które dodawały jej niesamowitego uroku. - Halooo... Co się tak patrzysz ? - pomachała mi dłonią, przed oczami, a ja potrząsnąłem energicznie głową.
-Eee... Ślicznie wyglądasz. - powiedziałem, a ta przewróciła oczami co miało oznaczać, że powiedziałem coś głupiego, lecz jej się spodobało. Dodatkowo słodko się zarumieniła, co wywołało delikatny uśmiech na mojej twarzy.
-Dobra chodźmy już. - skomentowała i ubrała na siebie swoją brązową, zimową kurtkę. Ja zarzuciłem na siebie swoją, zawiązałem buty i otworzyłem frontowe drzwi, przepuszczając ja pierwszą. - Idziemy, pa!
-Bawcie się dobrze i uważajcie na siebie! - odkrzyknęła nam Emily z salonu, a ja zamknąłem za sobą drzwi.
 Ruszyliśmy ciemnymi już ulicami Londynu w stronę budynku w którym miał odbywać się koncert.
-Jak badanie ? Zdrowy ? - zapytała Vicky, przyspieszając kroku. Wiedziałem, że ten koncert to dobry pomysł na prezent.
-Nie wiem. Dostanę odpowiedź za 3 dni to się przekonamy. - odpowiedziałem jej, a ta kiwnęła głową. Po chwili doszliśmy na miejsce, a ja wyjąłem bilety, aby pokazać je ochroniarzowi. - Musimy udać się do sektoru pierwszego ! - krzyknąłem do Vicki, która przygryzła słodko wargę. Zawsze tak robiła gdy nad czymś intensywnie myślała. Wyciągnęła wysoko szyję, a po chwili złapała mnie za rękę.
-Chodź, przejdziemy tędy. - odpowiedziała i pociągnęła mnie za sobą. Ja uśmiechnąłem się jak dziecko, które otrzymuje wymarzoną zabawkę i oderwałem stopy od podłogi ruszając za dziewczyną. W końcu dopchaliśmy się między ludźmi na odpowiednie miejsce pod samą sceną, pokazując wcześniej każdemu ochroniarzowi bilety. - Cieszę się, że jesteś tu ze mną. - odezwała się Vicky przekrzykując krzyczących ludzi wokół. Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, a ja odpowiedziałem jej tym samym, jednocześnie ściskając mocniej jej dłoń, której nie puściła od czasu gdy weszliśmy do budynku.
 Nagle światła zgasły a na sali zrobiło się ciszej. Po całej hali rozbrzmiewała budująca napięcie muzyka, która z czasem stawała się coraz bardziej dynamiczna. Po niedługiej chwili na scenę z platform wskoczyli członkowie zespołu, a cały budynek wypełnił się krzykiem i piskiem dziewcząt...

                                                                                               ♦♦♦

-Jesteście wspaniali, mam wszystkie wasze płyty, Chris, uwielbiam Cię ! - Vicky zachowywała się jak każda inna fanka, Krzyczała, piszczała, wachlowała się dłońmi i prawiła komplementy członkom zespołu.
-To może zrobimy sobie zdjęcie ? - zapytał ją perkusista zespołu... Chyba Chris. Wysoki brunet o niebieskich oczach. Patrzył na moją przyjaciółkę w taki sposób, że miałem mu ochotę zmienić ustawienie jego narządów wewnętrznych.
-Mógłbyś ? - zapytała Vicky wręczając mi aparat. Uśmiechnąłem się krzywo i pochwyciłem sprzęt. Bierz się w garść Louis. To jej dzień, więc bądź miły.
 Moja przyjaciółka ustawiła się obok perkusisty, a ja nacisnąłem odpowiedni przycisk. Spojrzałem w bok nie chcąc widzieć, jak brunetka z nim rozmawia. Westchnąłem głęboko i zauważyłem, że dziewczyna chowa kawałek kartki do kieszeni. Przewróciłem oczami, ale starałem się pohamować. To nie twoja dziewczyna Louis. Uświadom to sobie.
-To jak idziemy ? - zapytałem, a ta wyszczerzyła się szeroko i rzuciła mi na szyję co nieco mnie zdziwiło.
-Dziękuję Ci Louis. Naprawdę dużo to dla mnie znaczy. - przycisnęła się do mnie mocniej, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Wcześniejsza złość od razu ze mnie uszła. Niesamowite jak jedna osoba potrafi wpłynąć na tę drugą. - Idziemy do domu ? - zapytała gdy odsunęła się ode mnie, a ja pokiwałem głową. Wtuliła się w moje ramię i oboje opuściliśmy budynek. Przez całą drogę zdawała mi relacje z koncertu tak jakby mnie tak nie było, ale widząc jaką radość jej to sprawia, nie przerywałem i słuchałem ze śmiechem.
 Weszliśmy po cichu do domu i rozebraliśmy kurtki. Na palcach wspięliśmy się po schodach do góry. odprowadziłem Vicky pod same drzwi jej pokoju. Serce waliło mi jak oszalałe. Pierwszy raz naprawdę nie wiedziałem jak mam się zachować, aby rozstać się z nią nie sprawiając jej przykrości, by zapamiętała ten dzień jak najlepiej. Lecz dziewczyna wyręczyła mnie i mocno przytuliła do siebie. Uśmiechnąłem się szeroko co ostatnimi czasy było rzadkością. Co ta dziewczyna ze mną robi...
-Jeszcze raz dziękuję za dzisiaj. Było wspaniale. - powiedziała odsłaniając wszystkie swoje ząbki, a ja uśmiechnąłem się delikatnie i spuściłem speszony wzrok. - Louis... - zaczęła, a ja z powrotem odnalazłem ją wzrokiem. Spojrzałem jej głęboko w oczy i... Znów nie wiedziałem co zrobić. Ale dziewczyna otworzyła usta, by coś powiedzieć. - Jesteś dobrym przyjacielem. - skończyła swoją wypowiedź i zniknęła w swoim pokoju. Ja natomiast stałem przed jej pokojem jak przyklejony do podłogi i tempo wpatrywałem się w miejsce w którym zniknęła miłość mojego życia...


_____________________________________________
 Kocham
black.character

poniedziałek, 14 stycznia 2013

6.

-Skąd je masz ?! - dziewczyna zrobiła wielkie oczy i pochwyciła je w swoje drobne dłonie.
-Już dawno je kupiłem, bo chciałem z Tobą iść na ten koncert... Tak w ramach prezentu urodzinowego. - odpowiedziałem siadając przy niej, a ta szeroko się uśmiechnęła. Ulżyło mi. Miałem wrażenie, że nie pamięta już co stało się wczorajszego wieczora. Zawsze taka była. Cokolwiek by się stało ona zawsze już po kilku godzinach była z powrotem tą samą, uśmichniętą dziewczyną.
-Dziękuję ! Jesteś kochany. - przytuliła mnie i z uśmiechem wyszła z pokoju, wołając swoją mamę.
-Ładnie sobie plusujesz bracie. - rzucił Bill, a ja odebrałem mu piłkę. - Ey! Oddaj.
-To ją sobie weź. - odpowiedziałem mu z kpiącym uśmieszkiem i wykorzystując to, że jestem od niego wyższy o głowę, uniosłem piłkę wysoko tak, że ten nie mógł jej dosięgnąć.
-No to nie. I tak zbieram się na trening. - zabrał ze sobą torbę i opuścił pokój, a ja zaraz za nim. Zeszliśmy na dół gdzie z kuchni wydobywał się cudowny zapach.
-Pewnie Emily coś piecze. Och jaka szkoda, że małego Bill'ego nie będzie. - zakpiłem, a ten tylko pokazał mi środkowy palec i wyszedł z domu.
Poszedłem w stronę kuchni, lecz zanim doszedłem poczułem wibracje w kieszeni. Wyjąłem swój iphone, a na wyświetlaczu ujrzałem napis "ojciec". Musiałem się ponownie zmienić w zimnego drania, który nigdy nie jest szczęśliwy.
-Halo ?
-Cześć Louis. Jak się masz ? - usłyszałem po drugiej stronie głos Niall'a. Słyszałem gdzieś w tle głos mamy, ale nie rozumiałem co mówi.
-Dobrze. Na komisariacie nie byłem, ciocia i wujek się nie skarżą, także myślę, że jest ok. - odpowiedziałem mu obojętnym głosem nie okazując przy tym jakiegokolwiek uczucia.
-Cieszę się. Emm... Abby kazała Ci przypomnieć, że masz dzisiaj o 15 kontrolne badania w szpitalu. Pójdziesz prawda ?
Kontrolne badania. Świetnie. Odkąd pamiętam muszę je robić co pół roku. Mama tak nakazała, bo bała się, że będziemy ciężko chorzy jak tata, ten prawdziwy tata, i nie zdążymy tego wykryć na czas. Wiadomo też tego nie chciałem, a kochałem mamę także musiałem spełnić jej prośbę.
-Jasne. Pójdę spokojnie. Muszę kończyć. Pozdrów mamę, ciocię Lolę, wujka Liam'a i resztę.
-Dziękuję. Trzymaj się. Kochamy Cię.
Nagle poczułem gulę na gardle. Kochali mnie. Czemu więc byłem takim  draniem ? Przecież dobrze się czułem w skórze uśmiechniętego i przepełnionego szczęściem nastolatka. Czemu... Nie. Niall zachowywał się jak idiota, nie powiedział nic mamie, tylko ja to wiem. Tak. To dlatego jestem takim chamem i już nim pozostanę. A już na pewno w stosunku do niego.
-Cześć. - nacisnąłem czerwoną słuchawkę i odetchnąłem. Za każdym razem czułem to samo. Najpierw wyrzuty sumienia, a później uświadamiałem sobie, że takiego kłamstwa. zatajenia tak istotnej rzeczy nie mogę mu wybaczyć.
-Louis jesteś tam ? - usłyszałem głos Emily, wiec poszedłem do kuchni, gdzie ta czekała na mnie z gotowym śniadaniem.
-Cześć ciociu. Dziękuję. - zasiadłem przy stole tuż obok Vicky i zacząłem jeść swoje jajka.
-Po śniadaniu pojechalibyście ze mną na zakupy ? Trochę tego jest, a Bill znów się wymigał. - przewróciła oczami i spojrzała na nas błagalnie. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że przede mną na prawdę stoi dorosła osoba. Emily byłą taka wyluzowana i... normalna.
-Jasne mamuś. - wyprzedziła moją odpowiedź Vicky. Spojrzała na mnie i puściła mi oczko co oznaczało, że humor już jej się poprawił. I dobrze. Nie powinna tyle przechodzić w tak młodym wieku.
 Dokończyłem swoje śniadanie i ponownie poczułem wibrację w telefonie. Spojrzałem, a na wyświetlaczu ujrzałem nadawcę. Mama. Nacisnąłem odpowiedni klawisz, aby odczytać wiadomość o treści "Tęsknię za Tobą. Kocham Cię". Dlaczego się uśmiechnąłem ? Sam nie wiem. Może dlatego, że ostatnimi czasy dużo krzyczeliśmy na siebie ? Może w jakiś sposób brakowało mi jej...
-Louis zbieraj się. - dźgnęła mnie Victoria w bok i założyła swoją niebieską bluzę z napisem "1D". Ona wręcz podziwiała swojego ojca za to co zrobił przez całe życie. A ja ? Ojca nie znam, a Niall... Czemu ja znów o nim myślę ?
-Pójdę tylko po bluzę. - wstałem i poszedłem po ową rzecz do pokoju Bill'a, po czym wróciłem na dół i razem w trojkę opuściliśmy dom zamykając za sobą drzwi na klucz.

♦♦♦

 Emily zatrzymała się przed wielkim budynkiem. Szpital. Nie lubiłem tego miejsca. Woń, która roznosiła się w powietrzu drażniła w nozdrza. Zresztą wszyscy tam obecni wyglądają tak jakby już w połowie byli po drugiej stronie świata.
-Odebrać Cię później ?- zapytała swoim ciepłym głosem Emily. Spojrzałem na nią i pokręciłem przecząco głową.
-Dam sobie radę. Z powrotem się przejdę, chyba że się przeciągnie to pobiegnę, żeby zdążyć na koncert. - odpowiedziałem i posłałem uśmiech Vicky, która przybiła mi żółwia.
-Jaki koncert ? Czemu nic nie wiem ?
-Twoja córka Ci wyjaśni. Dzięki, na razie. - pożegnałem się i wyszedłem z auta, zatrzaskując za sobą drzwiczki czarnego volvo, które po chwili odjechało tocząc się po śniegu.
 Ruszyłem w stronę oszklonych drzwi otynkowanego budynku. Spojrzałem na zegarem i zacząłem się zastanawiać ile zajmą te wszystkie badania. Pchnąłem drzwi i od wewnątrz od razu uderzyło mnie ciepło oraz ten charakterystyczny zapach. Zmarszczyłem nos, ale podążyłem na odpowiednie piętro i ustawiłem się w kolejce do recepcji. Czas dłużył się niemiłosiernie, a ilość ludzi znajdujących się przede mną malała w zastraszająco wolnym tempie. Kiedy w końcu nadeszła moja kolej zarejestrowałem się i usiadłem na wolnym krześle oczekując na moją kolej. Założyłem słuchawki na uszy i włączyłem swoją ulubioną play listę. Po kilkudziesęciu minutach wsłuchiwania się w melodie i jednoczesnym wystukiwaniu rytmu, wywołano mnie. Podniosłem się z krzesła i podążyłem do gabinetu, gdzie na krześle spoczywał starczy mężczyzna z okularami na czubku nosa i gęstą, siwą brodą.
-Dzień dobry. - użyłem formy grzecznościowej i zająłem miejsce na przeciw niego.
 Lekarz odpowiedział mi dopiero po chwili i od razu zajął się mną. Pobrał krew, zmierzył ciśnienie, sprawdził wzrok, poprosił o potrzebne próbki i wypuścił mnie bez słowa. Ja tylko odetchnąłem, że mam spokój na kolejne pół roku.
 Opuściłem budynek i wyjąłem telefon z kieszeni, który dokładnie w tym samym momencie zawibrował. Nacisnąłem zieloną słuchawkę przytknąłem telefon do ucha.
-No hej Vicky. Zaraz będę, bo właśnie wyszedłem.
-A wiesz, że koncert rozpoczyna się za godzinę ? - usłyszałem jej aksamitny głos po drugiej stronie i wybałuszyłem oczy.
-To może ja pobiegnę. Słuchaj i tak mamy wejściówki VIP także bez obaw, będziesz miała miejsce pod sceną. Będę za kilka minut. - rozłączyłem się pospiesznie i schowawszy telefon do kieszeni, ruszyłem biegiem w stronę domu Styles'ów.



_____________________________________________
 Proszę oto kolejny rozdział ;-) Postaram się 7 dodać jutro lub pojutrze, dokładnie nie wiem, ale jedno jest pewne, mam ferie więc chcę nadrobić trochę zaległości i dodać wam uśmiechu na twarzy.
 Co do mojej ostatniej prośby dotyczącej nie wypisywania swoich linków w komentarzach to... Nie chce mi się już wypowiadać na ten temat, bo po prostu zmęczona jestem stałym powtarzaniem czegoś, czego połowa osób nie czyta. Powiem tylko, że założyłam zakładkę spam i podejrzewam, że ilość komentarzy się przez to zmniejszy, bo większość będzie tam zapraszała do siebie i to wszystko co zrobią na tym blogu. Eh... przykro mi trochę, że tak nie fair się zachowujecie no ale czytelników nie namówię do czytania, więc może po prostu nie będę załączała jakichkolwiek słów pod rozdziałami... W każdym razie dziękuję bardzo tym, którzy są ze mną i komentują, jesteście wspaniali ;***
Kocham
black.character

piątek, 4 stycznia 2013

5.

 Nie wiedziałem co się dzieje wokół mnie. Gniew wypełniał mnie od wewnątrz. Co robić ? Gdzie do cholery jest Vicky ?! Rozejrzałem się wokół i postanowiłem powędrować na górę. Miałem jedynie nadzieję, że z Victorią wszystko w porządku, choć w głowie już tworzyły mi się czarne scenariusze. Przed drzwiami do jednego pokoju stał jakiś nastolatek, który chyba miał być kimś w rodzaju ochroniarza. Już wiedziałem gdzie jest dziewczyna której szukałem.
-Siema, nie wiesz gdzie jest Ian ? - zapytałem kolesia chcąc go przekonać, że jestem kumplem Lawson'a.
-Wiem, ale jest teraz zajęty. - odparł grubym głosem, który nie pasował do niego. Starałem się nie poddawać.
-To będę mu musiał przeszkodzić, bo mam mu do przekazania ważną wiadomość. - starałem się by pokazać temu gburowi, że jestem stanowczy i nie odejdę stąd dopóki się nie dowiem gdzie jest Ian.
-On teraz jest zajęty ! Nie rozumiesz czy wytłumaczyć ci to ręcznie ? - zapytał unosząc pięść lecz ja niewiele myśląc co robię sam uderzyłem go z pięści tak, że ten się zatoczył. Spojrzał na mnie oczami pełnymi nienawiści, jednocześnie ręką ścierając krew, która spływała mu z nosa. Zrobił krok w moją stronę, a ja w panice uderzyłem go w głowę szklanym wazonem, który stał na komodzie. Ten odleciał do tyłu i potoczył się po schodach. Wiedziałem, że jest to jedyna szansa nim wróci. Szarpnąłem za klamkę, lecz drzwi były zamknięte.
-Pomocy !
 Nie wiedziałem czy tylko mi się wydawało, że słyszę głos Vicky czy ona na prawdę wołała o pomoc. Gniew buzował we mnie. Ręce drżały mi ze złości. Zebrałem siły i kopniakiem wyważyłem drzwi. To co ujrzałem przeszło moje oczekiwania. Vicky leżała przywiązana do łóżka na wpół naga, a Ian zabawiał się w najlepsze. Łzy spływały dziewczynie strumieniami po policzkach.
-Louis ratuj. - wychlipiała, a ja ujrzałem w jej oczach niesamowitą wdzięczność.
-Czego tu chcesz Horan ?! - odezwał się Lawson, a ja odpowiedziałem mu prawym sierpowym.
-Jak śmiałeś idioto ! Nigdy więcej nie zbliżaj się do Vicki zrozumiano ?! - krzyknąłem nad nim, a ten z szerokim uśmiechem na ustach chciał się podnieść lecz gdy to zrobił ponownie powaliłem go na podłogę. - Nie dotarło ?! Mam ci jeszcze dołożyć ?!
 Tym razem już się nie ruszył. Musiał wiedzieć, że nie wygra ze mną. Byłem wypełniony gniewem, wszystkie mięśnie miałem napięte. Podszedłem szybko do Vicky, która stale płakała. Odwiązałem ją bez słowa ta ubrała pospiesznie spodnie, a ja narzuciłem jej mój płaszcz na ramiona. Pospiesznie opuściliśmy dom, przepychając się między ludźmi. Dziewczyna padła na schodach i schowała twarz w dłonie.
-Vicky ciii... - usiadłem koło niej i przytuliłem ją mocno. - Już wszystko w porządku. Nie martw się, jestem tutaj.
-Louis... tooo... byyy-yyło straaa-aszne ! - wybuchnęła głośnym płaczem, a ja mocniej przytuliłem ją do siebie.
-Wiem, ale już po wszystkim. Chodźmy do domu, bo zamarzniesz tutaj. - pomogłem się jej podnieść, lecz ta stale wtulała się we mnie. Objąłem ją ramieniem. Jeszcze nikt nigdy nie skrzywdził tak bliskiej mi osoby. Wiedziałem, że jeszcze policzę się z Ian'em gdy tylko zobaczę go na ulicy.
-Louis... Ale nie mów nic rodzicom dobrze ? - wychlipiała gdy byliśmy już pod domem.
-Jak to mam nic nie mówić ? Przecież niewiele brakowało, żeby on Cię zgwałcił ! - powiedziałem podniesionym głosem, lecz ta zaczęła głośniej szlochać.
-Louis... Proszę... - powiedziała błagalnym głosem patrząc swoimi zapłakanymi oczami w moje.
-No... Dobrze, ale idź już spać. Musisz odpocząć.
Otworzyłem po cichu drzwi i przepuściłem dziewczynę przodem. Na szczęście wszyscy już spali. Nie miałem pojęcia która jest godzina. Zaprowadziłem Vicky pod same drzwi jej pokoju.
-Idź spać. - powiedziałem i odwróciłem się, lecz ta pociągnęła mnie za rękę, przyciągnęła do siebie i mocno przytuliła.
-Dobranoc. - powiedziała i weszła do swojego pokoju. Mimo wydarzeń dzisiejszego wieczora uśmiechnąłem się i powędrowałem do pokoju Bill'a. Rozebrałem się do bielizny i położyłem do łóżka. Miałem nadzieję, że Vicki teraz zmieni zdanie o mnie.

♦♦♦

 Rano przebudziłem się o dziwo w dobrym humorze. Rzadko mi się to zdarzało. Choć... czy ja powinienem się cieszyć ? Przecież wczoraj Vicky przeżyła najgorszy dzień w swoim życiu... No ale z drugiej strony nie było już Ian'a w jej życiu. Podniosłem się z łóżka i przetarłem oczy. Podszedłem do walizki by wyjąć z niej świeże rzeczy. W tym samym momencie usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
-Proszę - odezwałem się i odchrząknąłem delikatnie. Po chwili w drzwiach ukazała się dziewczyna.
-Cześć Lou... - zaczęła nieśmiale i delikatnie uniosła kąciki swoich ust. - Emm... Nie przeszkadzam ? - zapytała nieporadnie stojąc cały czas przy drzwiach. Widziałem, że chce coś powiedzieć, o coś zapytać, ale nie bardzo wie od czego zacząć.
-Mów co się stało. - postanowiłem przejąć inicjatywę, pierwszy raz w życiu. Podszedłem i stanąłem na przeciw niej. Miałem tak ogromną ochotę przytulić ją mocno do siebie. Tak, żeby poczuła, że już jest bezpieczna i nic jej nie grozi.
-Bo ja chciałam... - zaczęła, ale po chwili rozpłakała się i rzuciła mi w ramiona. Bez zastanowienie, objąłem ją mocno i pocałowałem w czubek głowy. Co się ze mną działo ? Gdzie ten zimny drań, który nie potrafi wyrażać pozytywnych uczuć, który nie potrafi powiedzieć czego czuje, które nie chce powiedzieć co czuje. Czułem, że rozstaję się z nim... Na jakiś czas. - Dziękuję Ci za wczoraj. Gdyby nie Ty... Tak mi wstyd. Jestem taka naiwna. - wychlipiała, a ja odsunąłem się od niej, objąłem jej twarz swoimi dłońmi i zmusiłem, aby spojrzała na mnie.
-Wstyd ? Vicky nie mów głupstw. Zakochałaś się i wszystko jasne. To prawda w niewłaściwej osobie. Omotał Cię i stało się. Tak już jest na tym świecie, nie można nikomu ufać...
-Tobie ufam. - przerwała mi, a mnie aż zatkało. Patrzyła swoimi pięknymi oczami prosto w moje. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Nie mogłem wydać z siebie dźwięku. Po prostu ponownie ją przytuliłem.
-Już po wszystkim. Pamiętaj, że masz mnie i możesz mi wszystko powiedzieć. - w tym samym momencie do pokoju wpadł Bill, a my jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie.
-Yyy... Sorki ? - zaśmiał się głupkowato, podszedł do radia, które włączył i jakby nigdy nic rzucił się na łóżko i zaczął podrzucać na głową piłkę od kosza. - No co ? - zapytał, gdy zauważył, że my cały czas gapimy się na niego jak na kogoś kto pomylił planety. Pokręciliśmy tylko głowami. Vicky otarła łzy i nawet się uśmiechnęła. Po sekundzie usłyszałem komunikat w radiu, który bardzo mnie zainteresował.
-"Właśnie wczoraj w deszczowej stolicy Anglii miał odbyć się koncert popularnego rock'owego zespołu "Wild Angels". Niestety nie mogli dotrzeć na miejsce z powodu zbyt napiętego grafiku. Dodatkowo przed ich hotelem w Manchesterze zgromadziło się kilkadziesiąt fanek, które oczekiwały na zdjęcia i autografy. Mimo to muzycy obiecali, że koncert w Londynie odbędzie się o tej samej godzinę i w tym samym miejscu następnego dnia czyli dziś. Także nie porzucajcie nadziei i powróćcie...''
-"Wild Angels"... Jak ja bardzo chciałabym iść na ich koncert - odezwała się Victoria i rzuciła na łóżko koło Bill'a po czym przycisnęła do twarzy poduszkę, a ja zachichotałem. - Śmieszy Cię to ? Wiem, że mój tatuś mógłby sam zorganizować mi swój własny koncert no ale on to nie "Wild Angels"...
-Nie śmieje się z tego powodu. Jeśli chcesz iść to ok w ramach prezentu urodzinowego zapewnię Ci to. - odparłem i nie poznawając sam siebie, uśmiechnąłem się do niej.
-Niby jak ? Bilety wyprzedano dawno temu jak na złość wtedy gdy byłam na wakacjach. - skrzywiła się, lecz ja podszedłem do stolika i z szuflady wyjąłem dwa bilety, którymi pomachałem jej przed oczami.


_____________________________________________
 Przepraaaaaaaszam, że tak długo. Wiem pewnie nikt teraz nie będzie chciał czytać, bo się obijałam. Eh... wybaczcie. Rozdział niezbyt mi wyszedł tak jak chciałam, ale cóż poradzić. Każdy ma gorsze dni. Mam jedną sprawę.
JEŻELI KTOŚ BĘDZIE WSTAWIAŁ SWOJE LINKI W KOMENTARZACH TO AUTOMATYCZNIE JE USUWAM. CZY TO TAK TRUDNO POJĄĆ, ŻE JEŚLI CHCĘ TO WCHODZĘ JAK NIE TO NIE ? BO OSTATNIO MAM WRAŻENIE, ŻE MÓJ BLOG JEST REKLAMĄ NIEKTÓRYCH BLOGEREK ;/ NIE DZIWCIE MI SIĘ, ŻE SIĘ IRYTUJE, BO JAK WY BYŚCIE SIĘ CZUŁY, GDYBYM NIE CZYTAŁA WASZYCH RODZIAŁÓW, BO PO KOMENTARZACH WIDAĆ, ŻE NIE MACIE POJĘCIA CO SIĘ DZIAŁO W ROZDZIALE, A WSTAWIAŁA LINK ZAPRASZAJĄC NA MOJEGO BLOGA ? NO NIEFAJNIE. TAKŻE PROSZĘ, GRAJCIE FAIR ;/ JEŚLI TAKIE AKCJE BĘDĄ SIĘ DALEJ POWTARZAŁY TO BĘDZIE OZNACZAŁO, ŻE NAWET NIE CHCE SIĘ WAM PRZECZYTAĆ TAK WAŻNYCH INFORMACJI I MACIE MNIE GDZIEŚ... 
Kocham
black.character











sobota, 1 grudnia 2012

4.

 Obudził mnie dźwięk budzika. Czułem się tak jakbym spał dziesięć minut. Nie mogłem zasnąć, bo cały czas myślałem o wczorajszej rozmowie z Vicky. Nie chciałem, aby tak to wszystko się skończyło. Nie chciałem abym był znienawidzony przez osobę na której skrycie mi zależy. Była dla mnie zbyt ważna.
 Przetarłem dłońmi twarz i usiadłem leniwie na łóżku. Bill musiał wstać wcześniej, bo nie było go w pokoju. Spojrzałem na jego kalendarz, który wisiał na granatowej ścianie tuż obok biurka. Podszedłem bliżej, aby upewnić się, że nie mam zwidów. Niestety wzrok mnie nie mylił. Dziś był 13 grudnia. Victoria kończyła 15 lat. Opałem czoło o rękę, która przywarła do ściany. Czemu akurat dzień przed jej urodzinami musiałem się z nią awanturować ? Już dawno kupiłem dwa bilety na koncert zespołu "Wild Angels", który uwielbiała. No tak, teraz to już ze mną nigdzie nie pójdzie. A tak się starałem. Jak zwykle nie wyszło.
 Westchnąłem głęboko i podszedłem do torby z której wyciągnąłem jasno brązowe spodnie i czarno-szary sweter w poziome paski, który dostałem od Vicky na 17 urodziny. Uwielbiałem go. Pospiesznie się ubrałem, a na moje brązowe włosy o kolorze cynamonu nałożyłem żel i rozczochrałem je na jedną stronę. Z torbą pełną książek, przewieszoną przez ramię, zszedłem na dół do kuchni, gdzie Emily czekała za śniadaniem.
-Hej. Jak się spało ? - rzuciła wesoło na powitanie z uśmiechniętą buzią.
-Cześć. Nie najgorzej. A gdzie reszta ? - podpytałem choć wiadome było, że interesuje mnie wyłącznie jedna osoba.
-Harry w pracy, ma razem z zespołem jakieś spotkanie przed wigilijnym koncertem*. Bill przypomniał sobie, że ma książki do biblioteki do zwrócenia, więc wyszedł wcześniej, a Vicky mówiła, że musi przed szkołą porozmawiać z Ian'em, więc także wyszła. - wypowiedziała jednym tchem jednocześnie nakładając mi świeże jajka na talerz.
-Mhm... - burknąłem i upiłem łyk soku po czym chwyciłem sztućce.
-Oj Louis Louis... - Emily westchnęła, kiwając głową, a ja ściągnąłem brwi nie wiedząc o co jej chodzi. Przecież nic takiego nie powiedziałem. W zasadzie to ja nic nie powiedziałem. - W czym Ci ten Ian musiał zaszkodzić skoro tak go nie lubisz...
Westchnąłem. Miałem ogromną chęć pokazać jej moją brew i powiedzieć, że dokładnie w tym, ale wolałem jej tego oszczędzić i trzymać się wersji, że przewróciłem się na deskorolce w skate parku.
-Po prostu. Zgrywa cwaniaka na całą szkołę i tyle. - dokończyłem pospiesznie śniadanie nie mając najmniejszej ochoty czekać na kolejne dla mnie oczywiste pytania. - Dziękuję Emily. Lecę. - wstałem i ruszyłem do wyjścia. Zasznurowałem buty, ubrałem płaszcz, szalik i wyszedłem. Normalnie do szkoły jeździłem na moim BMX-sie lub na deskorolce, lecz przez te białe płatki, które spadły z nieba, niestety musiałem odpuścić. Nie tęskniłem za gipsem, który przez moje wygłupy dość często musiałem znosić.
 Doszedłem do szkoły i widząc uśmiechniętą Vicky skrzywiłem się. Powinienem się cieszyć, lecz co to za powód skoro ona jest szczęśliwa, bo między nią, a Ian'em wszystko w porządku. A mnie nie chce zaszczycić swoim spojrzeniem. Długo tego nie zniosę...

♦♦♦

 Zrzuciłem z siebie płaszcz i szalik, i podążyłem do kuchni z której dobiegał niesamowity zapach.
-Co gotujesz Harry ? - zagadnąłem, podczas gdy on przewracał coś na patelni.
-O hej Louis. - nie odpowiedział mi od razu. Przez chwile zamilkł i uśmiechnął się delikatnie, a jego oczy znalazły się za mgłą. Zawsze tak miał gdy wypowiadał moje imię. Przypominało mu to o moim ojcu. Wtedy najbardziej żałowałem, że nigdy nie mogłem go poznać. - Yyy... Robię specjalny obiad dla Victorii z okazji jej urodzin. - odpowiedział wyszczerzając zęby.
-Blee... Znów te robale. - jęknąłem wiedząc, że ulubionym przysmakiem Vicki są krewetki. Harry się zaśmiał i pomachał mi przed oczami jedną krewetką. - Weź to. Ble. Fuj. - odsunąłem głowę w tył, a ten ze śmiechem zjadł to... coś. W tym samym momencie do domu wparowała Vicky razem z Bill'em.
-Hej tatuś. - podeszła do ojca i ucałowała co w policzek. - Krewetki ?! Dziękuję dziękuję dziękuję ! - podskoczyła wesoło i pocałowała ojca w drugi policzek, a ten zaśmiał się uszczęśliwiony.
Ja natomiast przewróciłem oczami i podążyłem na górę.

♦♦♦

 Leżałem na łóżku i biłem się sam ze sobą. Iść czy nie iść. Przecież nie może mnie bardziej znienawidzić prawda ? Spróbować zawsze można. Mimo iż podczas obiadu ani razu na mnie nie spojrzała. Podniosłem się z miejsca i wyjąłem dwa bilety z mojego portfela. Była godzina 19. Koncert miał się zacząć o 20. Ruszyłem do pokoju Vicky. Stanąłem przed zamkniętymi drzwiami i odetchnąłem. Zdecydowanie zapukałem, a po chwili usłyszałem kroki dziewczyny. Otworzyła mi drzwi z z uśmiechem, lecz gdy ujrzała, że to ja mina jej zrzedła.
-Hej... Em... Wszystkiego najlepszego ! - zacząłem głupkowato, lecz Vivi miała wciąż taką samą, tęgą minę. - Słuchaj... Kupiłem...
-Daruj sobie. - przerwała mi. - Cokolwiek przygotowałem to będziesz niestety musiał to odwołać, bo ja właśnie zbieram się na imprezę do Ian'a. Dziękuję za życzenia. - i zamknęła mi drzwi przed nosem. Poczułem się jak ostatni kretyn. Potraktowała mnie jak śmiecia. Ale... Czy ja w ogóle liczyłem, że się zgodzi ?
Idzie na imprezę do Ian'a ? Nie podoba mi się to. Czy ja już jestem przewrażliwiony ? Ale na prawdę czuje, że stanie się coś złego...

♦♦♦

 Zegar wybił 23. Chodzę po pokoju już od trzech godzin i rwę sobie włosy z głowy. Minęła następna minuta... Nie... ja tak dłużej nie wytrzymam. Myślami cały czas jestem na tej imprezie. Co tam się dzieje ? Czy Vicky jest bezpieczna ?
 Nie wytrzymałem. Zszedłem na dół, ubrałem się i wyszedłem nic nie mówiąc komukolwiek. Włożyłem ręce do kieszeni i ruszyłem szybkim krokiem w stronę domu Ian'a. Z moich ust wydobywała się para. Mróz piekł mnie w uszy, ale nie poddawałem się. Musiałem się upewnić czy z Vicky wszystko w porządku. Nawet jeśli miałaby się nigdy do mnie nie odezwać. Troska o nią była silniejsza.
 Z daleka dało się słyszeć głośną muzykę wypełniającą dom Lawson'a. Otworzyłem drzwi bez najmniejszego oporu. I tak nikt by mnie nie zauważył. Nie wiedziałem, że ten dom jest w stanie pomieścić tyle osób. Panował niesamowity chaos. Porozlewany alkohol, wszędzie jakieś śmieci, plastikowe kubki, ledwie utrzymywający się na nogach ludzie przekrzykiwali się nawzajem. Tylko gdzie jest Victoria ? Gdzie Ian ?


* Harry jest managerem. Także, żeby ktoś nie pomyślał, że chodzi to o One Direction, bo oni tak formalnie już nie istnieją :-P


_____________________________________________
 Kochane dziękuje za cierpliwość ! Na prawdę pod koniec semestru jest nawał pracy O.o ! Ale pomijając już to, dziękuję za ponad 3 000 wyświetleń, za 27 obserwatorów i wszystkie wszystkie komentarze, oraz nominacje do Liebster Award ! Jesteście kochane <3 Jak myślicie co będzie dalej ? Co w ogóle sądzicie o bohaterach ? Jestem bardzo ciekawa !
Kocham
black.character

czwartek, 29 listopada 2012

Liebster Award part II

 Rozumiem, że mnie kochacie, dziekuje bardzo za zgłoszenie i mam nadzieję, że macie satysfakcję z tego, że zamiast się uczyć będę siedziała i odpowiadała na pytania :-D

Bujka

1. Ulubiona potrawa?

Kebab

2. Ulubiona książka?

Saga Harry Potter, Saga Zmierzch

3. Najdziwniejsza rzecz, która w życiu zrobiłaś?

Trochę tego jest... Ciężko mi w tej chwili cokolwiek sobie przypomnieć.

4. Kim chciałabyś zostać po reinkarnacji? ( tak czy siak odpowiadaj! )

Nigdy nie myślałam xd Pewnie leniwcem :-D

5. Jakie zwierze odzwierciedla cb?

Lew

6. Ulubiony serial?

Pierwsza miłość :-D

7. Jak nazwałabyś swoje dzieci?

Kiedyś dla zabawy wszystkim mówiłam, że będę miała trójkę chłopców : Bożydara, Gwidona i Żelisława :-D A teraz myślę, że może Edyta lub Cyprian ;-)

8. Ulubione zwierze?

Maaaaaalutkie kotki ♥___♥

9. Jakiego aktora bądź piosenkarza albo sportowca... w ostateczności modela, chciałbyś ukraść i
wziąć do domu?

Danny'ego Jones'a lub Rayan'a Renolds'a !

10. Jak byś się zachowała gdybyś poznała 1D?

Skakałabym ze szczęścia, zrobiłabym sobie fotki i pewnie gadałabym jak najęta jak to mam w zwyczaju gdy jestem czymś podjarana.

11. Przy naszym spotkaniu przytuliłabyś mnie, strzeliła w łeb, czy olała?

Przytuliłabym !!! ♥


Mrs. Carrot & Mrs. Cookie 

1.Ile czasu jesteś Directioners?

Prawie rok :-)


2.Jak masz na imię?

Aleksandra -,-

3.Najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłaś?

Poproszę inne pytanie :-D

4.Ulubiona książka?

Saga Zmierzch, Saga Harry Potter

5.Co podziwiasz w każdym z chłopaków?

We wszystkich podziwiam dystans do siebie i mimo iż wiele osób nazywa ich gejami, oni sie tym nie przejmują :-)

6.Czy jesteś kimś oprócz Directioners?

Potteromaniak ! ♥__♥

7.Ulubiona piosenka?

"LWWY"

8.Którego z chłopaków zabralibyście na bezludną wyspę ?

Louisa :-D

9. Jak poznałaś 1D ?

Na początku ich nienawidziłam, bo moje dwie przyjaciółki ich kochały, ale z czasem i ja polubiłam ich :-P

10.Jakie dziwactwa chłopaków uwielbiasz ?

Wszystkie ! :-D

11.Co twoi przyjaciele sądzą o 1D ?

Dwie też ich kochają, a trzecia po prostu nic do nich nie ma :-P

Natalia Rząsa

1. Od jak dawna masz blog i czy ktoś cie do niego namówił?

Tego mam chyba od miesiąca, ale najstarszy od ponad połowy roku. Sama zaczęłam pisać :-)

2. Ulubiona piosenka 1D?

Mega trudny wybór... Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

3. Kolor twoich oczek?

Błekitno-szare, ponoć jak ocean :-D

4. Ile masz lat?

16

5. Twój cel w życiu?

Ukończyć pięcioletnie studia na profilu bankowość, założyć rodzinę i wybudować dom :-)

6. Postanowienie na nowy rok?

Jeszcze nie myslałam :-P Pewnie takie jak co roku. Będę się "uczyć" xd

7. Ulubiona gra komputerowa?

The Sims :-P

8. Posiadasz jakieś zwierzę?

Kota, o ksywie "gruby" bo waży z 12 kg :-D

9. Wolisz horror czy komedię?

Zdecydowanie komedia ;-)

10. Ulubiony chłopak z One Direction? *.*

Louis Tomlinson :-D


Moniii

1.Co cię inspiruje do tego aby pisać??

Otoczenie, filmy.

2.Ulubiona piosenka, film??

Piosenka - Christina Perri "A Thousand Years"
Film - nie mam ulubionego :-)


3.Co zadecydowało o tematyce twojego bloga??

W swoich blogach chciałam ukazać rzeczywistość i pokazać jak życie jest kruche i powinniśmy się cieszyć tym co mamy.

4.Gdyby była możliwość wyjechania na jeden dzień gdzie byś się udał/udała??

Londyn ! :-D

5.Co byś zrobiła gdybyś dowiedział/dowiedziała się, że masz jeden dzień życia??

Spróbowałabym zrobić wszystko, aby był on najszczęśliwszym dniem w moim życiu.

6.Od jak dawna jesteś Directioner??

Od prawie roku :-)

7.Co najbardziej lubisz w chłopakach z 1D??

Poczucie humoru :-)
8.Czy patrząc na jakiegokolwiek chłopaka szukasz w nim podobieństwa do jakiejś znanej osoby??

Czasami :-P

9.Czy znajomi traktują cię w porządku czy hejtują za to, że lubisz One Direction??

Nie wszyscy o tym wiedzą, lecz osoby mi najbliższe nie mają nic przeciwko :-)

10. Co zmieniłabyś w swoim życiu??

Nic, ponieważ nie można dążyć do ideału, a wszystko cosię w naszym życiu wydarzyło lub wydarzy, ma jakiś cel ;-)

11.Twoje hobby bądź ulubiony sport??

Pisanie, muzyka, gra na gitarze, śpiew, siatkówka :-D


haftująca.tęczą
 
1. Opisz siebie w kilku zdaniach

Mówią, że zabawna :-D Ambitna, zakochana na zabój, pełna energii.

2. Dlaczego piszesz?


Ponieważ daje mi to radość :-))

3. Skąd bierzesz pomysły na pisanie?


Różnie to bywa. Czasami po prostu siedze w pokoju, gdy w tle leci jakaś muzyka i dostaje olśnienia. Wena sama przychodzi :-P

4. Ktoś/coś cię inspiruje do pisania?


Piosenki, filmy i czasem osoby z otaczającego mnie otoczenia.

5. Opisz swój wygląd


Blondynka o błękitnych oczach, zawsze szeroko uśmiechnięta, 163 cm wzrostu, najczęściej ubrana w... w kolory :-D

6. Ile masz lat?


16

7. Jak masz na imię?


Aleksandra -,-

8. Masz jakiś przedmiot, który przynosi ci szczęście, jeśli tak to jaki?
Kiedyś był polski, teraz już nie. Chyba wf :-P

9. Twoje największe marzenie?


Wydać własną książkę ♥___♥

10. Za co lubisz One direction?

Za to, że dzięki nim i ich piosenkom przżyłam najtrudniejszy okres w moim życiu :-)

11. Co sądzisz o mnie i moich blogach?


Jesteś zabawna, pomysłowa i masz świetne włosy !! ♥_♥_♥ ! A bloga już dawno nie czytałam :-(


 

Mam nadzieję, że zadowolone :-D
Następny rozdział postaram sie dodać jutro ;-))
kocham

black.character
 


środa, 21 listopada 2012

Liebster Award


Pytania od katy227:

1. Dlaczego zdecydowałaś się na pisanie bloga ?

   Tak na prawdę trudno to stwierdzić, ponieważ pierwszym blogiem było opowiadanie w ogóle nie związane z One Direction. Jeżeli mam być szczera to na początku nienawidziłam ich. Lecz z czasem zaczęli mi się podobać, opowiadania o nich były dość interesujące, a ja zauważyłam, że wiele osób je czyta, więc pomyślałam "Czemu nie". I w ten sposób zaczęła się moja historia :D

2. Gdyby miałby ci się dowolny chłopak z 1D oświadczyć od którego byś przyjęła pierścionek ?   
   
    Pomijając ten fakt iż od każdego, jeżeli musiałabym wybrać jednego to minimalnie wygrałby ten pojedynek Louis, ponieważ od samego początku uwielbiałam zwłaszcza jego, pewnie dlatego, że ma taki sam charakter jak ja :)

3. Napisz w trzech słowach za co lubisz One Direction.

   Zmienili moje życie !

4. Jakie jest twoje ulubione zajęcie w wolnym czasie ?


   Uwielbiam pisać. To pozwala mi się odprężyć, rozwinąć skrzydła. Lecz nie mogę zapomnieć o książkach, które dają mi ogromne pole wyobraźni, którą tym samym ćwiczę. Muzyka również jest częścią mnie :)

5. Co najbardziej cię denerwuje w innych ludziach ?

   Zdecydowanie nietolerancja i osądzanie innych jednocześnie nie mając o nich zielonego pojęcia ;/

6. Jaka jest twoim zdaniem najlepsza piosenka z TMH ?

   Strasznie trudny wybór ! Na prawdę każda jest wspaniała i nie umiem się zdecydować na jedną konkretną... Jeśli chcę polepszyć sobie humor gdy coś mi nie wychodzi to słucham optymistycznym czyli zazwyczaj "LWWY" "Kiss Me" czy "Rock Me" lecz piosenka "Little Things" po prostu jest cudotwórstwem ! Ten tekst...

7. Jaki jest twoim zdaniem najgorszy przedmiot w szkole ?


   Mi największą trudność zawsze sprawiała historia i chemia ;/ Choć teraz gdy jestem w liceum to znielubiłam polski ;/

8. Jaka jest najgłupsza rzecz którą kiedykolwiek zrobiłaś ?


   Tylko jedną mam podać ? :D Zdecydowałam się na pójście do liceum -,-

9. Co cię zachęca do pisania ?
 
   Przede wszystkim duża liczba czytelników, którzy piszą, że to co wytworzę im się podoba ! Również myśl, że mam dużo wolnego czasu i przede wszystkim wena. Bez niej nie mam chęci nawet wchodzić na swojego bloga.

10. Co byś kupił gdyby nagle zostałaś bogata ?
 
   Z takich głupot dla mnie to pewnie bilet na koncert One Direction, pojechałabym latem na miesiąc o ile nie dłużej do Anglii, kupiłabym sobie masę ciuchów, gitarę elektryczną. A jeśli myśląc o przyszłości to pewnie zostawiłabym pieniądze na studia i wybudowanie domu :)

11.Co byś zrobiła gdybyś na ulicy spotkała któregoś ze członków zespołu ?
 
   Hahaha ! W szkole codziennie widuję klona Harry'ego :D Serce mi wali jak nienormalne, głupio się uśmiecham, a gdy on odpowie mi na moje "cześć" to po prostu gotuję się w środku :D A gdybym spotkała na ulicy to pewnie zaczęłabym krzyczeć ze szczęścia ! :D
 
 
Pytania od Love1d:
 
1. Jak długo blogujesz?
 
   Od stycznia chyba :D

2. Co Cię inspiruje?
 
   Piosenki przede wszystkim :) Filmy również, ale też zależy jaki mam humor. Bo czasami pomysły wpadają tak nagle :) I może to śmieszne, ale w kościele przychodzi mi wiele pomysłów do głowy i też nie mam pojęcia czemu.

3. Czy ktoś wie o Twoich blogach?
 
   Taaak. Z życia realnego to kilka osób, w tym rodzice i bracia, ale też więcej wie, że po prostu piszę, ale nie wiedzą co dokładnie :)
 

4. Czy jest osoba, która wspiera Cię w Twojej twórczości?

   Tak. To wszystkie osoby, które podpisują się pod rozdziałami :)
 
5. Ulubiony wykonawca?
  
   Jeżeli chodzi tu o wykonawcę zespołu One Direction to Niall :)

6. Ulubiona piosenka/i
 
"One Thing" , "Kiss Me" , "LWWY" , "Little Things" , "Rock Me" , "C'mon C'mon" , "Moments" , "More Than This" , " Back For You" [...]

7. Ulubiona książka/i
 
   Saga Harry'ego Potter'a i Saga Zmierzch :)

8. Jak definiujesz słowo "miłość" ?

 Miłość to magiczna więź łącząca dwoje ludzi. To uczucie, które jest w stanie znieść wszystko. Pokona każde przeciwności losu. Dwie osoby darzące się miłością są w stanie zrobić dla siebie wszystko, bez względu na skutki.

9. Co sądzisz na temat samobójstw?
 
  Samobójstwo pokazuje jak niektórzy ludzie są słabi. Nie potrafią stawić czoła problemom. Osobiście mam nadzieję, że nigdy nie będę podejmowała chociażby próby.

10. Kto jest dla Ciebie najważniejszą osobą na świecie?
 
   Mój chłopak Mateusz. Nie jest to zwykły chłopak, taki jak każdy. Trudno znaleźć w nim wady...

11. Twoje przezwisko/ pseudonim ?
 
   Sebek lub Lulu :)
 
 
Osoby, które typuję :
 
2.http://love-is-whenever.blogspot.com/ 
9. Chciałabym jeszcze dodać Alice. Ci co czytali pamiętają, że była wielka ;))
 
Pytania:
1. Jak i kiedy poznałaś One Direction ?
2. Czy widząc chłopaków w realu szukasz w nich podobieństw do chłopaków z1D ?
3. Masz jakieś głupie nawyki ?
4. Jesteś directionerką i pokazujesz to ? Nie wstydzisz się tego ?
5. Co chcesz dostać na gwiazdkę ?
6. Ulubione wykonanie chłopaków w x-factor ?
7. Wierzysz w Larry'ego ?
8. Z którym z chłopaków chciałabyś spędzić jeden dzień ?
9. Co byłabyś gotowa zrobić dla biletu na koncert 1d w Polsce ?
10. Dlaczego piszesz opowiadanie/a ?
11. Czy Twoja przyjaciółka jest Directionerką czy raczej antyfanką ?
_____________________________________


 Jeśli mam być szczera to aż do dzisiaj nie miałam pojęcia o co chodzi w całej tej akcji i... Nadal tak nie do końca wiem czemu to dokładnie służy. Ale co tam.
Zostałam wytypowana, przez katy227 i Love1d. Dziewczyny na prawdę bardzo dziękuję ! Jesteście wspaniałe, piszecie genialne i czuje ten ból, że to Was nie mogłam wytypować ;/